Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt2014. Pokaż wszystkie posty
2 komentarze

cyklista 11/2014



1. zważywszy, że trochę coś się chwilami dzieje w tym kole gospodyń wiejskich- rzutem na taśmę po wieloletnich dylematach zamówiłam sobie małe krosno.

2. z uwagi na to, że nie zdecydowałam się na zakup nowej kurtki zimowej (ta która mi się podobała została okrzyknięta kufajką) to tą kwotą wsparłam polski rynek wydawniczy.
i tak: kupiłam antologię polskiego reportażu- do tego zestawu przymierzałam się od dnia wydania, ciągle czekając
na lepsze czasy. i przyznam, że mimo wagi- podobno oba tomy ważą 3 kg ;-) nie zdecydowałam się na ebook,
tylko na wydanie papierowe. trochę przez małporzatę- nabyłam też księgę dokonań sherlocka (kolejne 2 kg).

przyznaję- że sherlock nie był najrozsądniejszym zakupem świata- bo osobiście najbardziej lubię herkulesa poirota, ale tak jakoś 33% rabat, forma wydania i kilka innych czynników sprawiło, że się skusiłam
(chociaż wcale nie jest jeszcze powiedziane, że zatrzymam tę książkę na zawsze, a nie przekażę jej dalej).


3. jest kilku artystów, do których mam wyjątkową słabość.
to nie jest tak, że nie cenię innych artystów, ale jest kilka osób, których twórczość w sposób szczególny do mnie trafia.
wiadomo, że np. lubię tylkowskiego, albo pawła susida.
a najpiękniejsze ilustracje czy historie dla dzieci- to na pewno m.in.cicely mary baker. miejsce szczególne w tym moim prywatnym panteonie wielkich osób- zajmuje józef wilkoń.
- od bodajże np. 10 lat przechowuję wielką kartkę z kalendarza z reprodukcją jego obrazu, który docelowo ma zostać oprawiony i powieszony na ścianie.
a że obecnie mam trochę mało wolnych ścian ;-) to plakat wilkonia leży w tubie i czeka na swoje święto.
w związku z tym: nie mogłam przejść obojętnie obok strefy sztuki w empiku- gdzie była seria wilkonia.
po wielu wielu analizach i rozważaniach- z całej kolekcji serii- zdecydowałam się nabyć poduszkę.

4. no i skoro cały ten miesiąc był pod znakiem sztuki, literatury- kultury ciąg dalszy. po kilku latach od decyzji,
że w tym domu potrzebna jest taca- przy okazji natknięcia się na taką z obowiązkowo rozkładanymi nóżkami na jarmarku świątecznym- dokonałam zakupu.
i teraz- jest kurturarnie w domu i zagrodzie ;-)
to nie jest tak, że wydatek rzędu 30 pln wymagał nie wiadomo jakiej analizy i rozważań- było wiadome, że taka taca powinna być w domu, jednak zwykły #niechcemiś wygrywał i nie chciało mi się jej jakoś bardzo szukać.
po prostu- wychodziłam z założenia- co ma być, to będzie, jak spotkam ładną tacę to kupię i już.

5. przeczytanych książek 5= 1254 strony

6. oraz 12 obejrzanych filmów.
Czytaj więcej »
0 komentarze

s.o.s! xmas!


trochę w tym roku tak przed terminem ;-)
ale tak się akurat złożyło, że przygotowałam sobie już materiały do produkcji kartek świątecznych,
i tak jakoś z tej okazji naszła mnie ochota na zrobienie jakichś świątecznych niechoinkowych ozdób ( bo w tym domu nie ma tradycyjnej choinki).
z różnych względów- ostatnio na tapetę wpadły butelki i są przerabiane na różne sposoby.

wobec powyższego jako "koło ratunkowe" dla klimatów świątecznych musiały być koniecznie butelki.
tutaj akurat wydanie prosto z jysk - z piaskiem, muszelkami i wiadomością.
jednak - ta wersja jyskowa zostanie przetworzona przez nasz mini zakład pracy na coś zupełnie innego.
do środka butelek bowiem- trafią dwa rodzaje gwiazdek- gwiazdki froebla i tanabaty, wszystkie w trzech wersjach kolorystycznych: białe, srebrne i złote.

a poniżej pierwowzór (małe #poka):

Czytaj więcej »
0 komentarze

cyklista 10/2014



1. nadal pod znakiem podróży - nieustające chorwackie klimaty z małą przerwą na deszczową wenecję.

2. generalnie był to bardzo specyficzny miesiąc, przyznaję, że dużo się tutaj prywatnie działo, było trochę różnych zmartwień przeplatanych pozytywnymi zdarzeniami.
miesiąc pracy nad różnymi relacjami- i co istotne dla mnie- rezygnacją z niektórych.
cały czas pokutuje we mnie przekonanie, że nad każdą relacją trzeba chuchać i dmuchać i o każdą dbać. jednak- powoli uczę się puszczać na wiatr te relacje, które (wiem, to okropnie subiektywne i być może krzywdzące) mnie nie ubogacają, a są przyczynkiem do zbyt wielu trosk i zmartwień.
to nie jest tak- że zostawiam kogoś w potrzebie- bo pomoc jest zupełnie innego rodzaju troską. ale jeśli są sytuacje, że niektórych spotkań boję się przeogromnie, zwłaszcza mając za sobą zestaw wspomnień i zdarzeń, i każde kolejne, to kilka nieprzespanych nocy pełnych bezsilności, to czasem warto powiedzieć dość.
jeszcze nie zasypiam idealnie, jeszcze chwilami coś mi się tam w duszy odzywa, ale zasadniczo wiem, że to była decyzja najlepsza z możliwych.

3. miesiącem dużej ilości ruchu, tak, że dwukrotnie zajęłam pierwsze miejsce w tygodniowym wyzwaniu garmina ;-)

4. trochę przez A. i T. - razem z drugą A. stałyśmy się dumnymi posiadaczkami zegarka z misiem ;-) ( w moim przypadku to będzie zegarek "wyjściowy" w chwilach odpoczynku od garmina)

5. oczywiście, że jak w końcu kupiłam sobie kaloszki (swoją drogą poniekąd odgapione od marty) to deszcz przestał padać, i do końca miesiąca była piękna pogoda :-)

6. październik miesiącem tylko 3 książek (896 stron) - może byłoby ich więcej- gdyby nie to, że jedną z pozycji był biesłan. pęknięte miasto. sądziłam, że jakoś sprawniej pójdzie mi ta lektura, a jednak miała za dużo takiej treści,
nad którą nie można było przejść od tak. i jak są powieści, w które ciężko mi się "wciągnąć", tak biesłan świadomie co kawałek odkładałam na bok, nie chciałam przeczytać tej książki "za jednym podejściem". (dodatkowo książka była prezentem niespodzianką od F.)

7. za to październik okazał się być miesiącem aż 19 filmów.
a o czym wspominałam w innym miejscu- do jednego filmu wybitnie przyłożyła się małporzata.
najgorsze jest to, że czeka mnie teraz jeszcze przeczytanie ksiązki o zaginionej dziewczynie, co by móc ocenić czy film był lepszy od książki.
Czytaj więcej »
2 komentarze

cyklista 9/2014


wrzesień jak to wrzesień,
miał parę stałych punktów, a poza tym multum nowości.

1. zostałam (prezentową) dziewczyną birkenstocka ;-)

2. po przerwie, musiał nastąpić akcent bransoletkowy ;-) i jakkolwiek nie jestem jakąś przesadną fanką akcentów indiańskich, niektóre elementy wpisują się w moją sympatię do szeroko pojętego folku.
bransoletka łapacz snów - oczywiście dzięki ogromnemu zaangażowaniu marty :-)

3. wrzesień miesiącem odpoczywania pod palmami, obserwowaniu frutti di mare w wydaniu live ;-)

4. a także miesiącem nieustającego love do akcentów marinara. i do kompletu do bransoletki- doszedł naszyjnik (oczywiście made by roccka tworzy).
także, zwykły bawełniany żeglarski worek został odpimpowany takim samym granatowym sznurkiem.
i tak można było robić hit the road jack na chorwacji ;-)

5. miesiącem obejrzanych 3 filmów

6. miesiącem przeczytanych 6 książek, łącznie 1940 stron
Czytaj więcej »
0 komentarze

cyklista 8/2014


1. przede wszystkim- miesiąc doczekania się garmina ;-)
i teraz jestem vivofit kind of girl! ;-)

2. nieustająco dokarmiałam nałóg agaty i wyszukiwałam najróżniejsze sowy ;-)

3. spierwszymlutego odmówiła mi współpracy suszarka do włosów,
niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć tego samego modelu brauna, skończyło się na marketowej wersji suszarki turystycznej.

4. bilet do wenecji- nabyty drogą kupna ;-)

5. sierpień miesiącem przeczytanych tylko dwóch ksiązek.
kilka zaczęłam, ale jakoś tak nie mogę się zabrać i doprowadzić ich do końca.
z drugiej zaś strony- miesiąc ten- z uwagi na pewien pracowy projekt- był miesiącem słuchania audiobooków,
nie wiem, czy nie liczyć ich jako normalne książki ;-)

6. oraz- był to miesiąc, w którym obejrzałam 8 filmów.

7. last but not least - był to miesiąc tradycyjnego/dorocznego/cyklicznego spotkania z j.
która będąc mi nieustająco stolicą mądrości, pilnuje, aby w moim życiu była równowaga,
i oprócz ćwiczeń z garminem- zaleciła mi ćwiczenia duchowe.

Czytaj więcej »
0 komentarze

cyklista 03/2014


marzec był miesiącem:

1. wisienki na torcie, a dokładnie deserem wiśniowo-jogurtowym z okazji spotkania z J.
(oczywiście, że w tle tego spotkania pojawiły się wąsy, ale o tym opowiem innym razem)

2. celem nadawania otoczeniu nieco jaśniejszych barw, zestaw royal & Langnickel.

3. z uwagi na fakt, że moje drugie imię to marinara- ta bransoletka to mój marinarowy #musthave.

4. jako, że od dłuższego czasu- tak wiele rzeczy ubieram w prostotę, w prostotę postanowiłam ubrać i się.

5. marzec miesiącem 7 filmów obejrzanych. w tym jedna wycieczka do kina na obrońców skarbów.

6. i miesiącem 12 książek przeczytanych, suma stron 4513.
6a. nie ukrywam, że to głównie dlatego, że w końcu znalazłam program do czytania ebooków, taki, który spełnia wiele moich widzimisię
6b. z książek papierowych- to właściwie zapowiedź tego, co się będzie działo w kwietniu, bo zamówiłam dziennik duszy jana 23. wiadomo, jan to był gość!
Czytaj więcej »
0 komentarze

mądrość podejrzana


tradycyjnie: startuję razem z 7 tygodni bez.
(tak było onegdaj: 2013, 2012, 2011, 2010, 2009.....)

wiadomo: mniej znaczy więcej,
oraz tam gdzie jest miejsce na rezygnację- jest miejsce na coś nowego.


zazwyczaj na ten czas- czyniłam jakieś postanowienie, że czegoś robić nie będę.
tym razem- mam plan w drugą stronę- żeby właśnie coś robić.

ostatnio w świetle różnych komentarzy i zdarzeń - odkryłam, że nie umiem pewnych rzeczy sobie odmawiać,
i jeśli nawet coś oddaję, to czynię to z "nadmiaru", zostawiając taki margines, żeby mnie niczego nie brakowało.

albo: chociażby tworzenie kategorii- nigdy cię nie oddam.
wiem, że np. skrzaty są dość hermetyczne, i na co komu one, a jednak na obecnym etapie, (chyba raczej na pewno być może) nie umiałabym się z nimi pożegnać.
tym bardziej uważam, że właśnie robienie czegoś, jakieś ćwiczenie woli i charakteru- będzie dobrym tegorocznym postanowieniem.

* * * źródło obrazka: archiwalny numer warto
Czytaj więcej »
0 komentarze

cyklista 02/2014


luty przeleciał w mgnieniu oka,
ani nawet nie zdążyłam się z nim jakoś bliżej zaprzyjaźnić, a tu rachu- ciachu i już za progiem czeka marzec.

1. po raz kolejny był to miesiąc wąsów.

2. z uwagi na to, że luty to miesiąc of love, kochaliśmy się w jacku strongu ;-)

3. także miesiąc nieprzespanych nocy, po odkryciu, że w telefonie mogę grać w jedną z nielicznych gier, które lubię.
a w sumie z gier komputerowych (wcześniej np. atari) lubię może 3-4.

4. muzycznie: miesiąc zasłuchiwania się w różnych odmianach pieśni cerkiewnych.

5. filmowo: to 2 filmy, i 2 seriale. a dokładnie 7 sezon czasu honoru, no i 2 sezon gliny.

6. za to- coś się zaczęło dziać w książkowym świecie: bo 8 książek, i 2813 stron klepniętych.
Czytaj więcej »
1 komentarze

pieśni


niewyobrażalnie dawno wpisałam sobie ten box na #chcęto listę.
a tak będzie jak nic- ze 2 czy 3 lata temu.

i zupełnie nie wiem, dlaczego to tak długo u mnie trwało.
w końcu 30 złotych to nie majątek, przez ten zakup nie posypie mi się budżet miesiąca ani nic innego.
i tym sposobem, rzutem na taśmę, dzisiaj to odbieram.
Czytaj więcej »
0 komentarze

poranna lektura


i to nawet nie jest moja ulubiona święta.

o tej książce wiedziałam od dawna, ale tak jakoś - z uwagi na brak mojego większego sentymentu do matki teresy, nawet nie miałam w planach tej lektury.
byłam przekonana, że wystarczą mi w zupełności przeczytane komentarze,
czy artykuły dotyczące tej książki i treści w nich zawartych.
przypomniałam sobie o niej- całkiem niedawno, przez to, że została wydana podobna rzecz - dotycząca jp2.

przegrzebawszy internety wzdłuż i wszerz- znalazłam tę książkę w normalnej i akceptowalnej cenie.
co prawda w pierwszej chwili sobie pomyślałam- kiedy ja przeczytam to ponad 500 stronicowe tomisko,
na szczęście ;-) na pomoc przyszła mi praca, bo do końca marca mam zagwarantowane godzinne "okienko"
- akurat w sam raz na czytanie duchowe.
(co prawda to duchowe to tylko figura stylistyczna, bo teraz- w ruch poszła dominique loreau, a kolejne być może będą dzienniki duszy jana XXIII).

książka zbyt osobista, zbyt - w wielu kwestiach, stąd nawet nie próbuję jej opisywać, czy komentować.
na pewno- do pewnych fragmentów wrócę ponownie.
na pewno- w jakiś sposób - nabrałam przekonania, że pewne moje działania są słuszne.
i na pewno: bardziej związała mnie z möbiusem.

* * *
co prawda- mimo ogromnego dylematu i niepewności - nabyłam zapiski jp2.
jednak nie prędko się odważę ją przeczytać, musi minąć stosowne vacatio legis, zanim nabierze mocy prawnej.
Czytaj więcej »
4 komentarze

cyklista 01/2014


1. miesiąc spotkań i spacerów pod czujnym okiem krasnali ;-)

2. drogą kupna nabyłam w końcu karteczki do zapisywania marzeń i wrażeń i zbierania ich w słoju.

3. wąsy- to już wielka nieuleczalność ;-)

4. zmiana telefonu na nowsiejszy, powiedzmy, że wszystkomający ;-)
i oczywiście - od razu ustawiłam sobie w telefonie półkę z książkami. ale, wyłączyłam facebooka.

5. obchodzenie podwójnie świąt- według dwóch kalendarzy, ma wielką przyszłość,
bo dwukrotnie odwiedza mnie mikołaj. tym razem w osobie perdo i absolutnym tadeuszem.

6. miał być miesiącem gramatycznym- bo bunin, ale z uwagi na to, że przymierzam się do wycieczki do kina - stwierdziłam, że chciałabym przeczytać opowieść biegnącego chłopca.
dodatkowo - w księgarni- przyatakował mnie "jeden dzień" nicholsa (z tak pięłkną pocztową okładką),
a w końcu jest to powieść, która stała się przyczynkiem do powstania jednego z najbardziej reumatycznych filmów. muszę chyba zacząć uważać, żeby te 52książki do przeczytania nie zamieniły się w 52kupione książki. :-)

7. 52filmy: styczeń miesiącem 7 obejrzanych filmów, z czego- najważniejszym jest "tam i z powrotem".
kiedyś gdzieś trafiłam na fragment tego filmu, ostatnio własnie udało mi się obejrzeć go w całości,
i niewątpliwie jest to film, do którego jeszcze powrócę.

8. 52książki: przeczytane jak na razie 3 sztuki, i 1525 stron za mną. oczywiście- ten jeden dzień już przeczytany ;-)
Czytaj więcej »

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.