Search

Content

0 komentarze

taki bit, że aż fit



niezmiennie garmin jest mi bardzo bliski - w końcu to już 3 lata razem ;-)
jednak, na dłuższą metę- okazało się, że nie ma bardzo ważnej dla mnie funkcji- nie mierzy pływania.
fakt, jest wodoszczelny, można w nim wszystko- jednak mierzenie pływania odbywa się na piechotę.

nie, żebym miała od razu nie wiadomo jakie ambicje- po prostu #lubięto.
aczkolwiek w ostatnich latach bardzo się zmieniło moje podejście do pływania.
i tak, wiem, że to nie są żadne poważne "osiągi". zwłaszcza, gdy przy niedzieli pływa się nieco spacerowym tempem. ;-)
poza tym zawsze miałam taki ficzer, że mogłam dużo pływać, a nigdy nie umiałam nadmiernie szybko. przyznaję, że docelowo rozważam jeszcze jeden kurs doskonalenia ( na poprzednim byłam z 10 lat temu, także ekhm). póki co próbuję czytać ze zrozumieniem "swimming for dummies" ze średnim skutkiem.

no ale trochę chwalę się, bo powiedzmy, że rok temu to była żałość - przy ponad 40 basenach wypluwałam płuca
i wychodziłam na czworaka ;-)
#fitbit #fitbitgirl
Czytaj więcej »
0 komentarze

zapachniało


ja wiem, że do wiosny, to jeszcze kawałek drogi.
ale dzisiaj u mnie pachnie słonecznikami ( tymi, od elizabeth arden)

ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę!
Czytaj więcej »
0 komentarze

mniej znaczy więcej


tradycyjnie: startuję razem z 7 tygodni bez .

wiadomo: mniej znaczy więcej,
oraz tam gdzie jest miejsce na rezygnację- jest miejsce na coś nowego.

akcja „7 tygodni bez” dotyczy czasu pasji i obejmuje 40 dni bez niedziel (niedziela nie jest dniem postnym).
to szczególny okres w roku, poprzedzający jedne z najradośniejszych świąt - święta zmartwychwstania pańskiego.
proponujemy, abyś w ciągu tych 7 tygodni przemyślał swoje stare przyzwyczajenia
i nawyki w relacjach z innymi i bogiem, zrezygnował z czegoś, by otworzyć się na coś nowego.
życzymy, by tegoroczny czas pasyjny był dobrym powodem do odkrywania boga
i poznawania siebie na nowo.
Czytaj więcej »
4 komentarze

radość sprzątania


nie od dziś wiadomo, że lubię porządek i poukładnie.
i lubię listy excelowe, lody pistacjowe też lubię ;-)

oraz jak powszechnie wiadomo- staram się być wiernym wyznawcą minimalizmu, chociaż z różnym skutkiem.
bo są rzeczy, które kolekcjonuję- i nie wyobrażam sobie, że mogłam dojść do etapu gdzie mam tylko 100things,
ale lajk 100things W OGÓLE.
w moim przypadku- ta taka mityczna granica- jest zdecydowanie nieosiągalna, co nie znaczy, że nie staram się wyznaczać sobie różnych innych granic.

prawie dwa lata temu- mimo początkowego niedowierzania, że eeee, co może być odkrywczego w sprzątaniu sięgnęłam
po magię sprzątania marie kondo.
i nadal- uważam ustawianie rzeczy w pionie za super odkrycie.
do dzisiaj czasem się zastanawiam, czemu na to wcześniej nie wpadłam. i od tamtej pory z zapałem większość rzeczy układam zgodnie z tamtymi zasadami, za wyjątkiem jednej półki gdzie są trzymane rzeczy letnio/zimowe,
bo wiadomo, że zimą w letnich rzeczach chodzić nie będę, i tutaj nie potrzebuję jakiejś wielkiej przejrzystości czy dostępności tych przedmiotów.

przyznaję, że na pewnym etapie- miałam fazę kiedy uważałam, że nie powinnam przywiązywać się do rzeczy, bo przecież minimaliście nie wypada. bo przecież minimalista powinien być gotowy w każdej chwili zrezygnować z jakiegoś przedmiotu i lekką ręką przekazać go dalej.

i gdy pojawiła się w księgarniach kolejna książka marie kondo- to byłam przekonana, że po nią nie sięgnę, pobieżne przewertowanie kilku stron jakoś tak też mnie nie zachęcało.
myślałam sobie- układam rzeczy w pionie, udaje mi się od czasu do czasu oddawać różne przedmioty, cóż odkrywczego może być w kolejnej książce na ten sam temat?
a jednak- tak się złożyło, że tokimeki wylądowała u mnie.

po jej przeczytaniu zrozumiałam- że trochę w tym tańcu z minimalizmem pogubiłam kroki,­ bo wiedząc, że 100things nie jest dla mnie- wyznaczyłam sobie inne granice.
jedną z nich było założenie- że nie będę się przywiązywać do rzeczy, żeby w każdej chwili móc ją przekazać dalej.
a jedną z głównych zasad podanych w tokimeki- która tak naprawdę teraz do mnie dotarła- była taka, że tak naprawdę nie jest ważne, czy to jest 100things, czy 200things, najważniejsze, żeby to były rzeczy, które w jakiś sposób nas cieszą,
są dla nas wyznacznikiem jakiejś radości.
przecież tak naprawdę-można mieć nawet ulubione skarpetki, które nosiłoby się na okrągło, a można mieć i takie, które spełniają swoją funkcję skarpetkową :-) i nic poza tym.

nadal są rzeczy, które znajdują się u mnie w kategorii "nigdy cię nie oddam", ale praktycznie została zlikwidowana półka
z rzeczami do zastanowienia się.
po przeczytaniu tokimeki- zrozumiałam, że z jakichś bliżej nieokreślonych powodów- nie lubię tych rzeczy, mimo tego, że są ładne, są "z mojej bajki", a jednak brakuje im tego CZEGOŚ.
to, że tak długo je trzymałam- podyktowane było myśleniem, że może kiedyś się z tymi rzeczami "przeproszę", jakoś przekonam, i że tak naprawdę czeka nas przyszłość, że za którymś spojrzeniem je polubię ;-)

to też mnie czasem blokowało- bo zawsze z tyłu głowy była myśl, że nie powinnam kupować takiej czy takiej nowej rzeczy, bo przecież coś w tym stylu już w szafie wisi.
to, że nienoszone, było w danej chwili kwestią drugorzędną- po prostu sztuka to sztuka.

zrozumiałam też, że czasami przejawy zmęczenia, czy przekonania o tym, że mam za dużo rzeczy, czy takiego ogólnego przesilenia, brało się właśnie stąd- że patrzyłam na niektóre przedmioty- właśnie przedmiotowo, starając się nie myśleć, jakie emocje się z nimi wiążą.
a jednak- te emocje są bardzo wazne!
bo okazuje się, że można czerpać radość z posiadania- i nieważna jest ilość, ani jakość w sensie materiałowym, ważna też jest jakość w sensie emocjonalnym/skojarzeniowym.

i zaskakujące- jak ten weekend z tokimeki mnie zmienił.
bo jak lubię sprzątanie- to ostatnio sama myśl o sprzątaniu trochę była zniechęcająca. widząc swoje excelowe listy, zapisany stan posiadania- myślałam sobie, że przecież mam tak mało rzeczy, że wydaje mi się, że wszystkie są konieczne
i potrzebne, a jednocześnie- miałam wrażenie, że jest ich za dużo. tylko- nie umiałam znaleźć do nich klucza- według którego powinnam zmierzyć i zważyć ich wartość.

ten i inne klucze- znalazłam własnie w tokimeki.

Czytaj więcej »
0 komentarze

bez słów


czasem o pewnych sprawach najlepiej mówi się bez słów,
są po prostu #selbstverständlich

kartka via ilustris.pl
Czytaj więcej »

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.