Content

środa, 24 sierpnia 2011

idę tam

idę tam gdzie idę.
tym razem idę w kierunku manify.

nie opowiem- po której stronie się opowiadam
- bo to moja prywatna sprawa.
ale nie ukrywam, że ta eko-torba znajduje się obecnie na wysokiej pozycji na mojej liście chcę-to.

bo czas zweryfikował moje poglądy w wielu kwestiach.
kiedyś sądziłam, że czynne prawo wyborcze
to niesamowita i szałowa rzecz, która się wiąże z dorosłością.
i w mojej hierarchii rzeczy wielkich i wspaniałych czynne prawo wyborcze leżało tuż obok możliwości zostania honorowym dawcą krwi,
czy świadomym dawcą narządów.

i mimo przeciwności losów- po latach przerwy- jakiś czas temu powróciwszy na łono ojczyzny, miałam przekonanie, że jak i ja się zmieniłam i dorosłam,
to i zmieniło się tutaj wiele rzeczy.
i że jest to kraj prawości, sprawiedliwości, no i w ogóle, że jest.

obecnie jestem na etapie, że coraz trudniej mi uwierzyć,
że mój głos może zmienić cokolwiek.
albo, że to, co robię- ma jakieś znaczenie z innego punktu widzenia.
ja mogę mieć swój własny subiektywny, i w swoim subiektywnym mniemaniu być obiektywna, ale jednak chyba daleko mi do efektu motyla.

i choć nie mówię- po której stronie stoję,
uważam, że nawet samo stanie- jest opcją wyboru,
nieważne, w którą stronę się pójdzie,
albo - czy nawet właśnie się zatrzyma w danym punkcie,
poczeka na kolejny dzień,
kolejne wyzwania,
kolejne efekty.

* * *
i nie miałabym śmiałości- nazywać tych, którzy decydują się nie skorzystać z przywileju, i nie oddać głosu- tchórzami.
każdy czyn, krok, decyzja- jest jakimś wyborem.

i tak- widzę, że na torbie jest #wyraz.
a mimo wszystko właśnie mi się podoba.
jako manifa- że cały czas- to gdzie idę- jest moim prawem, moim wyborem

torba: z kolekcji future bags

5 komentarze :

Biurowa says:
at: 24 sierpnia 2011 18:45 pisze...

Oj, nazywanie tych co nie głosują tchórzami jest be, ALE uważam, że nie mają oni prawa narzekać na sytuację w kraju. Sami sobie odbierają prawo do decydowania, kto będzie stał u steru władzy.

Kolejna sprawa: jeśli 5 mln osób powie, "mój głos i tak niczego nie zmieni" to co wtedy? Czy te 5 mln głosów też niczego nie zmieni?

Najbardziej wkurza mnie głosowanie nie NA kogoś, tylko PRZECIWKO komuś. Uważam to za skrajne gówniarstwo.
Chociaż uważam, że i tak wybory są nagminnie fałszowane przez beneficjentów Okrągłego Stołu, czyli ludzi z Nocnej Zmiany... Ale chodzę na wybory jak ten cholerny Don Kichot i walczę z wiatrakami.

Poza tym poglądy to nie jest prywatna sprawa. Jeśli nie będziemy ze sobą rozmawiać, dyskutować i wymieniać się poglądami to będziemy ciągle stać w miejscu i utwierdzać się w swoim własnym, czasami błędnym przekonaniu. Nigdy nie będziemy mieli szansy poznać argumentów drugiej, trzeciej, czy czwartej strony.
Byle kulturalnie, merytorycznie i bez rzucania inwektywami zamiast argumentami, wtedy będzie dobrze...

argh says:
at: 24 sierpnia 2011 20:05 pisze...

O tak, byle bez inwektyw. I etykietek, co to co niektórym szybko porządkują przestrzeń.
5 milionów nie idących na wybory - fakt, że nawet żenująco niska frekwencja nic by politykom nie powiedziała, ot nastałaby kolejna kampania o tchórzach i straszenie, że niska frekwencja służy partii z żelaznym elektoratem.
Pojedyńczy głos nic nie zmieni, skutecznej partii założyć się nie da, o co zadbała banda czworga, człowiek podkładający dynamit pod system (bez sympatii - ale to fakt) zawisł... Tylko Kohelet pasuje: Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Ale fakt: JESZCZE możemy łudzić się, że mamy wybór.

Verónica says:
at: 24 sierpnia 2011 21:44 pisze...

argh, biurowa:
jakie poglądy mam - to wiecie, nie muszę się obnosić ;-)
wynikają też z treści bloga.

no wiem, że to wyższa matematyka- że mieć głos i nie mieć głosu- to daje dwa głosy ;-)

też poniekąd uważam, że nie pójście na wybory odbiera prawo do narzekania,
ale polacy i tak są narzekającym narodem.

oraz BARDZO bym chciała, żeby nawet ten jeden mój malutki głos przekładał się na jakieś realne konsekwencje, był tym właśnie zaczątkiem do efektu motyla.

Ajka says:
at: 25 sierpnia 2011 19:11 pisze...

Też bym chciała mieć większy wpływ na to, co na górze. W efekt motyla też bym chciała wierzyć. Ale nawet pomimo braku tej wiary żadna siła nie zatrzyma mnie w domu w dniu wyborów, właśnie po to, żebym potem mogła z czystym sumieniem narzekać do woli od rana do wieczora, i na tych, na których głosowałam, oraz na stronę viceversa...
Więc idę, niezależnie od tego, czy głos szarej myszki ktoś w ogóle zauważy.

Luiza says:
at: 29 sierpnia 2011 00:01 pisze...

Zawsze uważałam, że chodzić należy, że nawet jak chłód i głód, a lokal wyborczy daleko, trudno, ale dotrzeć trzeba, bo to obowiązek i w ogóle "nie pytaj, co ojczyzna". I jakoś mój entuzjazm się skończył. Kompletnie nie mam na kogo głosować.

Prześlij komentarz

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.