Content

czwartek, 16 kwietnia 2015

panda's not dead czyli robimy rewolucję


jest wiele rzeczy, tematów w które ja nie umiem* ;-)
choćby np. mam przekonanie, że ja nie umiem w kobiecość

może to tylko moje złudzenie optyczne, albo po prostu ja mam mylne przekonanie co do/lub wyobrażenie kobiecości.
bardzo też- jak się okazało ostatnimi czasy- nie umiem w kosmetyki ;-)
bo w efekcie epizodów serumowych- zrobiłam zdjęcie posiadanych przeze mnie kosmetyków, po czym wdałam się
w poważną babską rozmowę uświadamiającą z moją drogą orszulą ;-)
po pierwsze- okazało się, że nawet jeśli w szafce w łazience od co najmniej roku stoi jakiś tonik- to to się zupełnie nie liczy :-)
albo to, że jeśli na opakowaniu balsamu do ciała nie znalazłam info o "best before" to po trzech latach na pewno i tak nie nadaje się do użytku ;-)

spokojnie, nie dokonałyśmy nie wiadomo jakich rebelii, po prostu został wprowadzony pewien ład i porządek.
- coś w stylu- moich wizyt u fryzjera- kiedy siadam na fotelu i moje wytyczne co do przyszłej fryzury zawierają się
w słowach: obojętnie jak, krótko, tylko, żeby nie trzeba było układać :D


orszula się trochę obawiała, jak te rewolucje wytrzyma mój minimalizm, bo trochę szok i niedowierzanie, że udało nam się to wszystko załatwić kompleksowo- za jednym podejściem.
no ale- z drugiej zaś strony- to nie będzie od razu tak, że zajmę wszystkie półki w łazience, w wielu przypadkach- nastąpi drobna podmianka.
- i tak zamieniłyśmy przeterminowany tonik na płyn micelarny (który ma robić cuda wianki ;-))
- dwa męczone od kilku lat balsamy ( w tym własnie jeden z agawą z yr) został zamieniony na krem bb.
poza tym:
- porządek w lakierach zrobiłam całkiem siama, a nabyłam tylko jeden nowy
- ze smutkiem i żalem doszłam do wniosku, że od lat trzymane w szufladzie biurka bzowe perfumy w kremie cokolwiek już bzem nie pachną
- jednej, jedynej posiadanej kredki do ust oraz pomadki ( obie mają już jakoś 3 letni staż) oraz rozświetlających cieni do powiek (nie użytych jeszcze ani razu) będę bronić jak niepodległości. howk! ;-)
- aczkolwiek jestem w stanie przyznać się do błędu, że zakup drugiego serum bielendy ( orszula mówi, że tego zielonego przez zawartość kwasu w składzie nie powinno się wiosną i latem używać), był trochę zakupem nad wyrost, bo kiedyś w hebe dołożyli mi jakąś witaminę c w butelce do maziania, i ona w ostateczności przy moich możliwościach by zupełnie wystarczyła, no ale nie bądźmy drobiazgowi ;-)

* figura stylistyczna zamierzona
orszulo, to oczywiste, że luv cię forewa ;-)

2 komentarze :

MamaZenonka says:
at: 16 kwietnia 2015 13:38 pisze...

o Boże Bożenko piszą o mnie na blogach! FEJM! :*

Biurowa says:
at: 16 kwietnia 2015 18:35 pisze...

Tyż mam niewiele więcej. Po co mi :)

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.