Content

wtorek, 14 kwietnia 2015

ale są jeszcze sprawy drobne


no- właśnie- równowaga równowagą, ale są jeszcze sprawy drobne.

ostatnio- w świetle rozmowy z g., w mojej głowie burza myśli,
kuleczki zderzają się ze wszystkich stron ;-)

i myślę sobie, że tak wiele zależy od tego- gdzie stawiamy sobie granice, co jest dla nas ważne.
z jednej strony chciałabym być idealnie idealna, ale tylko do pewnych granic, do pewnych momentów.
czasami- wyobrażam sobie, że chciałabym tak idealnie jak idealni minimaliści, tacy, co mają wszystko ładnie
pod linijkę ułożone, móc spakować swoje życie w dwie walizki.

wiem, że dla tych od linijki- ja jestem tylko biednym żuczkiem,
bo gdzie mi tam do nich z moją szufladą pełną kolorowych skarpet w biedronki, walizką spódnic, 3 kompletami kredek, i pomarańczowo-oranżową okaryną, na której do dzisiaj nie nauczyłam się grać ;-)

jednak- w porównaniu do siebie sprzed iluś lat- do tego miejsca i etapu- ja dokonałam w swoim życiu ogromnej rewolucji. i nawet- jeśli teraz w ostatecznym rachunku pilnuję 15 kiecek, to dla mnie to jest swoisty stan idealny.
( to nie znaczy, że tych kiecek miałam kiedyś milion pięćset ;-)))
(a właściwie- od kilku dnia 15-1 ;-)

nic na to nie poradzę, że lubię oglądać, czy generalnie patrzeć na rzeczy ładne- ale patrzenie nie wiąże się u mnie zazwyczaj z jakąś ogromną chęcią posiadania.
czasami wręcz przeciwnie- widzę coś ładnego, coś co cieszy oczy,
ale umiem sobie powiedzieć- że nie mam na to miejsca/potrzeby/zastosowania/niepotrzebne skreślić.

ale czasem- właśnie robię na odwrót, na przekór wszystkiemu.
tak jak ostatnio- nabyłam ten metalowy retro kubek/sitko w home&you, stoi teraz u mnie na biurku, trzymam w nim tych kilka posiadanych przeze mnie lakierów do paznokci.
kubkiem tym- zastąpiłam stary, obtłuczony ceramiczny dzbanek.
niby dzbanek jeszcze spełniał swoją funkcję, ale coraz bardziej wizualnie przeszkadzała mi jego forma.
wiem, to okropne ;-) że czasami zwracam uwagę na to, jak coś wygląda z zewnątrz, a nie na zawartość.
uczę się też, że właśnie czasem to na zewnątrz też jest ważne, to nie jest tak, że do tej pory byłam fleją ;-) ale uczę się, że to nie przekreśla od razu tych wartości wewnątrz, jeśli jednocześnie zadbamy o to, co na zewnątrz.
( istnieje szansa, że nauczę się kiedyś czytać składy kosmetyków itp, a to wszystko przez ciebie, kulko!).

czasami chciałabym pracować przy biurku, które nie jest obdrapane, w którym nie zacina się szuflada, na którym jeszcze się nie odcisnęły znaki czasu, bo z tego mojego biurka nie umiem ich niczym domyć.
póki co- biurko i otoczenie spełnia swoją funkcję, nie postawię wszystkiego na głowie, wiem, że tej idealności nie chodzi o to, żeby mieć wszystko właśnie aż takie idealne, jednak, co jakiś czas, małymi kroczkami poprawiam ten wygląd całości.
chciałabym, żeby ten mój kącik w wszechświecie- może nie był jakoś nadmiernie wymuskany, ale chcę, żeby mi się na niego nawet patrzyło z przyjemnością.

to dlatego - chyba właśnie skusiłam się na ten kubek- bo podobają mi się te myśli- że hapiness is way of life.
i ostatnimi czasy- różne właśnie takie drobne ways of life- budują mi codzienność.

* * *
g., wiem, że ty inaczej wyobrażasz sobie pewne rzeczy,
ale obiecaj mi, że wrócimy do tej rozmowy- i tej z ubiegłego tygodnia, i tej sprzed lat.

1 komentarze :

Pracownia pod Aniołem says:
at: 14 kwietnia 2015 18:01 pisze...

Też się zastanawiam gdzie leży moja granica odświeżania otoczenia wokół mnie. Czy minimalizm ma być narzędziem czy ograniczeniem? Staram się nie kupować nowego ale przerabiać stare, malować, oklejać tapeta, szlifować, naprawiać. Ale czasami po prostu zmieniają się nasze potrzeby i trzeba kupić nowe biurko bo stare jest za duże-małe albo regał zaciemnia cały pokój.
Pozdrawiam Karolina

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.