Content

środa, 13 marca 2013

neo mini


oczywiście, że chodzi mi o neo minimalizm.
a nie o neonowką miniówkę ;-)

wiem, że najłatwiej opowiadać o mini(malizmie) w kontekście stanu posiadania.
neonowy stan umysłu to już zupełnie inna historia.

i jakkolwiek, dałam się tej neonowości pochłonąć bez reszty,
w praktyce staram się, aby w tym aspekcie życia kierować się przede wszystkim
rozwagą, czy też może dążyć do tego arystoteleskiego złotego środka.

i powiem kilka rzeczy (mam nadzieję, że choć trochę) rewolucyjnych.
jakkolwiek uwielbiam listy różnego rodzaju
- po raz kolejny przypomnę, że nie ograniczam się do słynnych #100things.
przyznaję, że nie wybrażam sobie siebie posiadających w sumie 100 sztuk rzeczy.
obawiam się, że takiej pustki wokół siebie nigdy bym nie polubiła
(nawet pustki w kontekście typowo materialnym).
nie oznacza to, że mam tych płyt, czy książek, czy innych rzeczy niewiadomo ile.
nie zawsze stosuję zasadę one-in-two-out.
czasem jest to one-in-five-out, a czasem three-in-zero-out.

ale po prostu lubię wolność wyboru, i brak ograniczeń.

chociaż: wiem, że nie ma wolności bez odpowiedzialności.


i nie jest tak- że ogarniczam sobie radykalnie przyjemności. do tego nieszczęsnego minimum.
ale po prostu- być może jest mniej szaleństw ;-)
za to więcej jest miejsca na zwykłe przyjemności.

przykładowo: bardzo lubię wojtka manna, lubię jego poczucie humoru,
i generalnie uważam tego pana za sympatycznego osobnika.
a dopiero kilka miesięcy temu: zdecydowałam się tę sympatię przekuć w coś
poważniejszego, i na mojej półce wylądował rockmann i mann-podróżnik.

tak samo: w ramach przyjemności- wylądowała u mnie na półce jeszcze jedna książka,
bo zwyczajnie chciałabym przeczytać opowieść, na podstawie której został nakręcony film, który lubię.

inny przykład: niedawno też, drogą kupna nabyłam nowy kostium kąpielowy.
chociaż to może brzmieć nieco dziwnie- bo w końcu - jak się wyjrzy za okno,
to widać- na całej połaci śnieg ;-)
tutaj trochę zadecydowały względy praktyczne,
bo stary kostium już powoli zbliżał się do końca swoich dni.
ale spotkawszy przypadkiem coś odpowiedniego- po prostu wyszło neo in.
jednak: także z akcentem przyjemnym.
gdyż w sumie od dłuższego czasu, nie jest to najbardziej czarno-basicowy kostium,
tylko dla odmiany- wersja miętowa w groszki ;-)

gdybym pewnie się przejmowała wykreowanymi zasadami odnośnie minimalizmu,
pewnie nie zaświeciłby mi on takim neonowym światłem w moim życiu.

a tak- sobie wodzę palcem po mapie, po różnych historiach, zdarzeniach,
po różnych drogach.
i różnym światłem, różnymi neonami sobie tę drogę oświecam.

2 komentarze :

mamalgosia says:
at: 13 marca 2013 18:40 pisze...

przypominam o ekskluzywnej spódnicy, która lada dzień się do ciebie wybiera ;d

Happier at Life says:
at: 18 marca 2013 08:33 pisze...

Na tym chyba to polega, żeby było dla mnie, dla ciebie, a nie dla zasad.

Prześlij komentarz

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.