Content

sobota, 31 marca 2012

live!

kiedy zaczynałam swoją przygodę z panem minimalizmem,
to sądziłam, że to będzie w sumie dość krótka przygoda,
ale na pewno będzie dość ograniczona relacja, że pewne rzeczy ulegną zmianie, a pewne zostaną tylko moją sprawą.

nie spodziewałam się, że to będzie jak w prawdziwym życiu
- będziemy mieć swoje wzloty i upadki.

a miało być tak pięknie!

to miało być tak, że uporządkuję swój stan posiadania,
i postawię na rzeczy i sprawy ważne i konieczne,
całą resztę zaś pożegnam.
i że nauczę się w tym czasie - słuchając rad tego pana
- kilku nowych rzeczy,
nauczę się więcej rozwagi, rozsądku, myślenia bardziej perspektywicznego
- nie tylko o krok do przodu, ale czasami nawet o pięć.

no bo- nie o to chodzi, że skoro mam wolny regał po książkach,
to mogę go od razu czymś zapełnić.
ważne, żeby wiedzieć- co dalej.
bo to nie sztuka- od razu ustawić nowe książki na regale,
i tak od niechcenia wyznaczyć sobie nowy kierunek. nowy kierunek relacji.

w jednej z ostatnich rozmów, ktoś mi powiedział bardzo mądrą rzecz:
w minimalizmie brak tv, czy innego tego typu rozpraszaczy,
jest świetną sprawą.
bo dzięki temu- można się mocniej i pełniej zaangażować w to,
co robimy.

zaangażowanie i pasja to świetne sprawy, nigdy nie ukrywałam,
że staram się wiele rzeczy robić bardzo i mocno, i ze 100% zaangażowaniem.

tylko, że tutaj wtrącił swoje trzy grosze pan minimalizm.
sugerując, że nie po to, cały ten czas, cała ta praca, żeby wszystko od razu postawić na głowie.
wiadomo- jest teraz w moim życiu więcej miejsca i przestrzeni,
więcej swobody, więcej miejsca na zaangażowanie i pasję,
więcej miejsca na nowe rzeczy, więcej miejsca na nowości i na ważne sprawy.
więcej wolności.

tylko, że krok za wolnością podąża odpowiedzialność. a czasem nawet ją wyprzedza.
mając wolność i swobodę wyboru- tym bardziej musimy się zastanowić co dalej..

i tak- chociaż regał książkowy stoi pusty- dopiero niedawno- po ponad półrocznej przerwie kupiłam na niego pierwszą książkę.
uważając, aby ta jedna nie rozrosła się przez pączkowanie w 128 ;-)

także, w ostatnim czasie, głównie dzięki inspiracji i motywacji ze strony lf. wróciłam do outdooru.
tym razem- z nowa trasą z nowym podejściem. teraz ustalam sobie outdoorową trasę tak, żeby musieć ją zakończyć, a nie odpuścić w połowie.

nie spodziewałam się, że ta relacja z panem minimalizmem mnie tyle nauczy.
to miała być w sumie na początku przygoda,
z ogromnym dystansem i przymrużeniem oka traktowałam wszystkie listy #100things.

nie spodziewałam się, że nie będzie dla mnie równości między tym co chcę a co mogę.
a kiedyś tak było- że często- wyznacznikiem dla mnie było to, że coś chcę,
a nie czy coś mogę czy wolno mi mieć.
wszak pismo naucza- że nie wszystko co możemy -jest dla nas korzyścią,
jest pożyteczne.

miej znaczy więcej,
tam gdzie jest miejsce...

i choć ostatnio- częściej wybieram gorzki smak odpowiedzialności,
i gorzką czekoladę zamiast innych słodyczy,
i już kilka list- nie przekracza owych magicznych #100things

i to co miało być małą zmianą, przygodą, okazało się być wielką rewolucją.
i zaskakujące- ale bardzo mi się podobają efekty owej rewolucji.
choć nie są chwilami łatwe, ale cóż moja manifa- to być rebel girl!

5 komentarze :

taktyczny says:
at: 1 kwietnia 2012 14:52 pisze...

Jednym słowem, minimalistyczne podejście do minimalizmu się nie sprawdza... ;)
A tak przy Prima Aprilis, gdyby ktoś chciał wstąpić na mini-ścieżkę maxi-uproszczeń, to tak, ma czytnik ebooków jeden, ok, ale na nim ma z pińcet książek, to taki ktoś błądzi, czy podąża?

Verónica says:
at: 1 kwietnia 2012 19:29 pisze...

minimalizm to po prostu rewolucja,a nie mała zmiana ;-)

hm, sama mam jeden czytnik pod postacią palmtopa, a na nim książek też z pińcet.
no ale zdecydowanie takie ksiązki zajmują mniej miejsca niż papierowe,
a więc- dobrze jest :D

MrCichy says:
at: 2 kwietnia 2012 00:49 pisze...

Minimalizm jest przereklamowany:) Tzn. bardzo fajnie wygląda na zdjęciach, nieźle się o nim czyta, ale wcielić go w życie? Nie kupić książki, nie mieć kilkudziesięciu krawatów i koszul, nie rzucać się na wszystko, aby jak najwięcej w życiu spróbować, zanim zdrowie wysiądzie? Zgroza.

Ostatnio był w TVN materiał o minimalistach (był tam m.in. Orest Tabaka). Fajnie, goście jeżdżą po świecie, ich drugie nazwisko kończy się na ".pl", mają mało rzeczy, rzucają korpo-pracę i wymieniają wypaśne lofty na kawalerki w bloku z epoki późnego Wiesława. Wszystko pięknie, ale co taki minimalista przekaże dziecku? Garść mądrości życiowych? O ile doczeka dziecka, bo jakoś przy żadnym z nich nie wypowiadała się wspierająca małżonka / partnerka / konkubina. Kurcze, nawet żaden partner (wszyscy jesteśmy Europejczykami) się nie zjawił.

Mój minimalizm to pulpit z jedną ikonką - Koszem. Reszty nie potrafię kupić. Ale to miło, że Tobie pasuje. Przecież nie jesteśmy bici z jednej sztancy:)

Verónica says:
at: 2 kwietnia 2012 08:54 pisze...

@cichy
nie zamieniam lofta na mieszkanie późnego gierka ;-)
nie rzucam korpo na rzecz bujania się po świecie, bo jednak mam dość realistyczne podejście do wielu rzeczy.

oprócz garści mądrości- mam przecież jakieś kolekcje, to można przekazać dalej.

poza tym: wszystko na ziemi ma swój czas i miejsce.

na tym etapie- mojego życia- jest mi dobrze w tej relacji.
co do przekazywania spuścizny dzieciom- nie chciałabym, aby kiedyś tam w przyszłości- moje dziecko nie było osobą, która musi mieć iphona, 5 ipadów- itp- bo inni mają. tylko, aby to, co robią, czy posiadają- miało jakieś bardziej wartościowe uzasadnienie.

Wychyl się blog says:
at: 4 kwietnia 2012 11:11 pisze...

Witam. Czy jest mozliwość rozmowy, realnej, bądź wirtualnej z autorką? Zakładamy blog i jeden z wpisów chcielibyśmy poświęcić tematyce minimalizmu i w tym celu szukamy chętnych do rozmowy o nim ludzi, którzy znają je z autopsji. Przepraszam że tak w komentarzu, ale nie znalazłem żadnej formy kontaktu na tym blogu.
Pozdrawiam!

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.