Content

niedziela, 18 kwietnia 2010

kościół = wspólnota (part 1)

kościoła nie trzeba budować, trzeba nim żyć.
- kard. j. ratzinger


przyznawałam ( i przyznaję się nieustannie) do mojej sympatii luteranizmem.
teraz to jest na poziomie sympatii i sentymentów- kiedyś to była u mnie poważna fascynacja.
fascynacja skończyła się dla mnie w chwili, kiedy odkryłam jak bardzo wspólnotowego życia wymaga to wyznanie.
fascynacja ta skończyła się dla mnie w momencie, kiedy musiałabym się przyznać do własnych trudności, kiedy musiałabym wiele rzeczy odsłonić i pokazać.
a ja, jak wiadomo, rzadko pokazuję stronę aż tak prywatną i osobistą, rzadko pokazuję, że można mnie dotknąć, że nie zawsze jestem w pozycji- nie do ruszenia.
na wpływ wygaśnięcia mojej fascynacji miało też różne nauczanie kościoła ewangelickiego, odejście od tradycji takiej staroluterańskiej.

ale mimo wszystko- z perspektywy czasu widzę, że tamte dni pokazały mi jak jednak kościół rzymski jest mi bliski, jak często odkrywałam w sobie jedność z kościołem.

obecnie bardziej niż kiedykolwiek kościół jest mi bliski, jest mi wyznaniem,
jest wspólnotą, której jedności chciałabym strzec i bronić- w sposób światły.

długo uczyłam się rozumienia wspólnoty kościoła jako jednej całości, gdzie każdy z nas ma swoje miejsce, jest niezastąpioną częścią tej wspólnoty.

a jednak mimo wszystko trudno mi o jednoczenie się w zwykłych chwilach.
mocą jest dla mnie spotkanie wspólnoty w czasie sakramentów,
ale jednak zbyt często wychodzę ze świątyni i wracam do siebie
- bez otwarcia się na wiele aspektów z jakimi wiąże się ta wspólnota.

nie chcę dojść do takiego etapu, że jedność tak- ale przez godzinę lub dwie w tygodniu.
chciałabym dojść do jedności- że spotkanie z drugim człowiekiem, to spotkanie w chrystusie, to spotkanie z bliźnim, z którym tworzę jedną wspólnotę, jedność, jeden kościół.

* * *
a przecież każda modlitwa jest zawezwaniem do takiej w bogu, w chrystusie i w kościele jedności.

choćby nawet w modlitwie:
wieczny odpoczynek racz im dać panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.

gdzie właśnie na wiecznym spoczynku w bogu i jaśnieniu w jego wiekuistej światłości polega wieczne przebywanie z najwyższym.

requiem aeternam dona eis, domine:
wieczny odpoczynek [łacińskie słowo 'requies' to nie tylko odpoczynek, spokój ale także zabawa, rozrywka, wolny czas, relaks - dopiero w łacinie poklasycznej, kościelnej nabrało tak ponurej konotacji kojarzonej ze śmiercią]
et lux perpetua luceat eis.
a światło wiekuiste [dziś byśmy powiedzieli raczej "ciągłe, nieprzerwane"] niechaj im świeci.

gdzie w jedności z bogiem: nasza przyszła radość, nasze życie.
* * *
na zdjęciu: ołtarz z kościoła wang w karpaczu, na którym to ołtarzu są wyryte słowa wyznania tomasza: pan mój i bóg mój.

* * *

nad kwestią kościoła, wspólnoty- i tym, jak ja odnajduję swoją drogę, pochylę się jeszcze wielokrotnie.

8 komentarze :

mamalgosia says:
at: 19 kwietnia 2010 12:27 pisze...

kwestię wiecznego spoczynku mamy już wyjasnioną :) brak mi osoby o duzej wiedzy, której mogłabym zadać wiele z dręczących mnie pytań. cieszę się, że jesteś :)

argh says:
at: 19 kwietnia 2010 12:31 pisze...

Pozostaje tylko czekać. Na kolejne pochylenia.
Co mi się strasznie w tym blogu podoba, to to, że piszesz o swojej wierze, o jej doświadczeniu, o Bogu czasem tak bliskim, a czasem tak dalekim.
Mało jest takich wpisów. Za to co piszesz bardzo Ci dziękuję.
I... to też jest dla mnie wymiar wspólnotowy kościoła. Dzielenie się doświadczeniem...

Verónica says:
at: 19 kwietnia 2010 12:36 pisze...

@mamałgosia: no kwestię tę mamy wyjaśnioną między sobą ;-)
chciałam także z rozmachem przedstawić na nowo tę modlitwę w większym gronie.

@argh bo wiara taka właśnie jest. znaczy wyznanie: wszystkiego się trzeba nauczyć, tego, że czasem nie rozumiemy pewnych rzeczy, a inne są dla nas jasne i oczywiste.
przekładanie różnych nauk na własne codzienne życie tak u mnie najczęściej wygląda...

Biurowa says:
at: 19 kwietnia 2010 12:53 pisze...

Widzisz, bo ludzie często mylą Kościół-instytucję hierarchiczną (zresztą bardzo zgniłą moim zdaniem) i Kościół-wspólnotę ludzi, którzy po prostu razem coś przeżywają...

Verónica says:
at: 19 kwietnia 2010 13:04 pisze...

@biurowa
ależ ja o tym wiem. i dlatego często występuję w obronie jedności kościoła jako wspólnoty.
i często podkreślam, że kościół to my, wierzący.

choć cały czas uczę się osobiście trwać w tej jedności.

slawkas
at: 19 kwietnia 2010 17:34 pisze...

Biskup Cieślar zginął w nocy w wypadku samochodowym. Wracał z Warszawy po nabożeństwie w parafii ks. Pilcha, który zginął pod Smoleńskiem. Kościół ewangelicki ponosi wielkie straty. Nie są to jednak newsy dnia.
Ciekwe, jakiego rodzaju trudności zraziły Cię do wyznania luterańskiego? Z niejasnego fragmentu wnoszę, że coś w rodzaju składania świadectwa lub jakieś inne formy egzaltowane? W luteranizmie grupy praktykujące w taki sposób to absolutny margines, o wiele węższy niż w katolicyzmie. Musiałaś specyficznie trafić.

Verónica says:
at: 19 kwietnia 2010 21:47 pisze...

@slawkas
wiem, ze biskup cieślar nie żyje, to wyjątkowa strata dla tej wspólnoty.
zwłaszcza, że jak wiadomo łódź jest mi szczególnie bliska.

wiele rzeczy złożyło się na to, że nie zdecydowałam się na wyznanie luterańskie, choć nadal te nauki darzę sentymentem.
będę opowiadać o tym jeszcze nie raz, bo nie wszystko da się kawę na ławę wyłożyć za jednym zamachem.

eurasek says:
at: 22 kwietnia 2010 11:16 pisze...

pięknie piszesz zwłaszcza o potrzebie wspólnoty w Chrystusie... dziękuję za szczerość... pozdrawiam ze wspólnoty ewangelicznej :)

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.