Content

piątek, 23 kwietnia 2010

ja vs. słoń

ostatnio migi znowu (jak zwykle zresztą) uczyniła wobec mnie kolejny mądrościowy gest.
tym razem wręczając mi tę oto książkę rafała szymkowiaka (ofm cap) – o przepychaniu słonia.

dodam, że dostałam tę książkę w celu jej uwolnienia: tzn. po przeczytaniu, zapamiętaniu najważniejszych mądrości- mam ją uwolnić od siebie i przekazać dalej.
chociaż myślę sobie, że ja się nad nią pochylę jeszcze raz.
odczekam tydzień lub dwa i na spokojnie- przeczytam ją jeszcze raz, a potem ją uwolnię.
(chociaż chętni mogą już się zgłaszać)


właściwie każdy rozdział z tej książki wymagałby osobnego wpisu, osobnej analizy,
osobnego komentarza z mojej strony.
ale: w wielkim skrócie: palcem bożym książka ta trafiła do mnie we właściwym momencie.

nie oznacza to, że jestem bezkrytyczna wobec treści zawartych, czy że zgadzam się z myślami tam znalezionymi tak zupełnie bez żadnego ale.
ale jest to rzecz, która trafiła do mnie we właściwym czasie- ostatnich przemyśleń, ostatnich porządków w życiu, w głowie, a także w sercu...

i jeszcze kilka tygodni temu nie pozwoliłabym sobie na uwagę,
że jak to, ja nie jestem twardzielką, że czegoś nie mogę.
myślę, że to jest dla mnie największa trudność w budowaniu wspólnoty- że oto ja miałabym ją stanowić nie tylko swoją (ewentualną) mądrością, czy siłą, ale także wątpliwościami i słabościami.
a przecież wspólnota jest jak drzewo, nieraz targają nim różne wichry i zamiecie, a ona trwa.

a ja uczę się stawać przed wami- i mówić, że nie umiem, że nie potrafię czasem.
że czasem brak mi sił.
i uczę się przed sobą stawać w takiej szczerości, że przekładam zamiary na siły i zdolności, a nie na ambicje, kiedy to nie wolno mi było za nic w świecie pokazać, że można mnie w jakikolwiek sposób dotknąć.

i to też jest kolejna lekcja życia w minimalistycznym świecie.
to nie rzeczy mnie mają osłaniać, czy budować mury i granice i twierdze.
bo nagle w takim minimalistycznym świecie może się okazać, że nie będziemy się mieli za czym schować.

a to bóg jest mi mocą i twierdzą.
w nim moja tarcza i moja moc.


* * *
do dzisiaj, rzeczą którą chyba na zawsze już zapamiętam,
jest kanon: pan jest mocą swojego ludu.
który to kanon chyba już zawsze będę umiała na wszystkim zagrać z pamięci serca.
* * *

szłoń: oczywiście: diy- zrób to sam.

3 komentarze :

Anka says:
at: 23 kwietnia 2010 22:40 pisze...

Aż mi głupio trochę-nie komentuję,choć czytam Cię ostatnio regularnie...ale takie znalezisko na czasie:-))może właśnie do mnie uwolnisz słonia po przepchnięciu?

Verónica says:
at: 23 kwietnia 2010 23:24 pisze...

załatwione :-)
szczegóły via veronica.szd(at)gmail(dot)com

Anka says:
at: 24 kwietnia 2010 11:37 pisze...

suuper:-)
dzięki wielkie

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.