Content

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

kieszenie

bo ja różne rzeczy w kieszeniach noszę, różne myśli, różne zdarzenia, różne historie.

właściwie po mojej sobotniej rozmowie z j. sądziłam, że przedstawię temat serwisu dailymile i dlaczego wybrałam tak trudny dla mnie sposób na powrót do formy po zeszłorocznych zdarzeniach i wypadkach.
a jednak sądzę, że jest na to jeszcze za wcześnie- bo za bardzo ten temat wiąże się mimo wszystko z wyznaniem i z ascezą.

a więc: po kieszeniach noszę różne historie, różne myśli, różne zapiski na serwetkach zdarzeń- i choć niektóre rzeczy zapisuję w moleskinie, to jednak długo niektórych mądrości się uczę.

ten etap minimalizmu, do którego obecnie dochodzę, jest wynikową różnych wypadkowych.

i w tym miejscu wyciągnę taką starą kartę z kieszeni, z zupełnie zamierzchłej historii.

otóż bardzo długo uczyłam się podziału na rzeczy "wyjściowe" i "codzienne".
wydawało mi się, że nie ma sensu czynić z tego zagadnienia, że zawsze wystarczy po prostu wrzucić rzeczy do pralki, i po kłopocie.
teraz widzę, że w pewnym momencie moi staruszkowie odpuścili sobie wbijanie mi do łepetyny tego tematu, dochodząc do wniosku, że jak przyjdzie mi samej płacić za rachunki i całą resztę- to się nauczę najszybciej. skoro nie chcę posłuchać ich mądrości, to pełen luz- nauczę się na własnych błędach.
długo mi to zajęło: ale w pewnym momencie stwierdziłam, że potrzebuję takiego rozdziału od pracy- do życia po godzinach, życia domowego.
i teraz to jest dla mnie oczywiste, że fabryczny mundurek, po powrocie do domu wrzucam do szafy.

podobnie jest z krokami na drodze minimalizmu.

wspomniałam już wcześniej, że minimalista idzie na zakupy z listą.
ale przemyślana lista- to taki minimalistyczny czarny pas.

ja zaczęłam od podstaw: od stworzenia listy wydatków i przydatków w excelu, do której wpisywałam każdą płatność kartą ( z opisem i datą) lub kwoty wybierane z bankomatu.
dzięki temu: widzimy jakie są ruchy na naszym koncie, łatwiej nad pewnymi rzeczami zapanować, widzimy czy nie powtarzają nam się wydatki, albo czy nie kupujemy czegoś zupełnie niepotrzebnie na zapas.

w kwestii wydatkowania: ostatnio odkryłam plusy posiadania dwóch kont osobistych: na jedno konto wpływają wpływy- drugie jest powiązane z kartą.
dzięki temu łatwiej mi też planować różne rzeczy - poza tym jest nikła szansa, że będę ulegać nie wiadomo jakim impulsom- bo wiem, że ogranicza mnie limit posiadanej żywej gotówki na karcie.

w aspekcie praktycznym: generalnie ten patent tak na dobrą sprawę sprawdza się nawet w sytuacjach wyjątkowych.
choćby takiej: że składając ostatnio reklamację na trampki (wcześniej reklamacji uległy hałsowe balerinki) teoretycznie zostałam bez żadnych codziennych cichobiegów.
ale obecnie w większości sklepów można rezerwować rzeczy- tak też uległy rezerwacji te oto deichmannowe buty, po które wróciłam z bonem następnego dnia.

ciąg dalszy minimalnych zakupów i lekcji jeszcze nastąpi. ;-)

* * *
spodenki wiekowe z c und a.
butki: deichmann, cena regularna: 69 pln, sale 34 pln

* * *
dodam, że w zeszłym tygodniu świętowaliśmy dzień książki.
i w pierwszy odruchu poleciałam na empik.com zamówić sobie 3 książki w cenie 2.
a jednak: po namyśle anulowałam zamówienie. i nie tylko z uwagi na zen i minimalizm.

tak naprawdę- potrzebuję jeszcze trochę czasu na uporządkowanie siebie i paru rzeczy.
poza tym, doszłam do wniosku, że te książki mi nie uciekną, że w momencie jak będę je potrzebować to zdążę sobie zamówić.
fakt, że mogę je mieć, że mogę sobie na nie pozwolić- jeszcze nie stanowi o potrzebie niezbędności.
poza tym: na razie powrót do dawnego hobby jest dopiero w zamyśle- jak się uda, to będę myśleć o materiałach uzupełniających. a od pomysłu do realizacji- jeszcze daleka droga.

1 komentarze :

Biurowa says:
at: 26 kwietnia 2010 11:35 pisze...

Ja jestem na początku drogi: dopiero do tego dojrzewam :) Trzymam kciuki i czekam na jeszcze więcej artykułów...

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.