Content

piątek, 2 kwietnia 2010

bo nowy dzień

a jakoś mi tak starym dobrym małżeństwem zapachniało.
bo nowy dzień wstaje.

ten wczorajszy ekstremalny wpis był właśnie takim wpisem złotego środka.

bo tak samo jak często postępuję asekuracyjnie nie wybierając rzeczy, które wyglądają na niepewne,
tak samo nie potrafię być ekstremalna w dążeniu do dobra.
w postępowaniu z miłością chrześcijańską, w wyznawaniu wiary.

to nie jest tak, że odczuwam dyskomfort przez to, że postępuję w sposób dojrzały.
i to nie jest tak, że dopiero teraz stałam się cierpliwa czy uważna.
cierpliwość i jej nauka towarzyszą mi od lat.

bo tak samo- jak z tym wspomnianym zapomnieniem i poświęceniem siebie-
nie potrafię tak samo zapominać się w dążeniu do poprawy charakteru, czynów, czy zwykłej dobroci.
i że bardzo daleko jestem i od złości, i od delikatności czy serdeczności.

myślę, że tak naprawdę, w ostatnich czasach to dałam się dopiero porwać minimalizmowi.
choćby dlatego, że przypomniałam sobie pewne zalążki, pewne minimalne ziarno, które gdzieś tam we mnie siedziało, a ciągle odkładałam na zaś pozwolenie na wyrośnięcie.
nie chciałam się zgodzić z myślą, że być może nie był to plon stokrotny.

moje ostatnie minimalistyczne wycieczki pokazały mi- jak bardzo właśnie różnościami tworzyłam sobie przedziwne granice, tylko po to, żeby nie pójść gdzieś dalej,
tylko po to, żeby nie sięgnąć po coś innego na jakąś wyższą półkę.

myślę sobie, że ten czas, ta suma przeróżnych zdarzeń, spotkań, rozmów- złożyła się na bardzo specyficzny czas 7 tygodniowego oczekiwania na Nowy Dzień.

i myślę sobie, że ten czas był dla mnie szczególny pod wieloma względami.
bo tak naprawdę nie spodziewałam się, że całość ułoży się właśnie w taki obraz, nawet nie sądziłam, że tak pięknie można wiele rzeczy ułożyć.
a jak widać: duch działa kędy chce.

i teraz wiem, że z tym Nowym Dniem oczekuję właśnie więcej przestrzeni,
którą dały mi minimalne kroki- prowadząc do maksiumum wolności.
wolności także w chrystusie, wolności i swobodzie w wybieraniu dobra i na 100% poświęcaniu się i wyznaniu, i pracy nad tym własnym ziarnem.

i wielu takich pięknych Nowych Dni, takiego wiosennego, wielkanocnego, radosnego przebudzenia i Wam życzę.

* * *
zdjęcie jakie jest każdy widzi- a oglądamy je dzięki pisemnej zgodzie janusza "kali" kaliszczaka.

o innych potyczkach na drodze minimalnej, na drodze do pełni, na drodze ex omni me: jeszcze napiszę.

3 komentarze :

slawkas says:
at: 2 kwietnia 2010 21:09 pisze...

A bo piszesz nie wprost to, co już dawno jest napisane wprost i tak, że lepiej nie trzeba. Nie bądźcie letni. Ale to wezwanie dotyczy każdego i świętym trzeba być, żeby z tym dać radę, albo inaczej, to jest oznaka świętości. Gratuluję celów :)

Verónica says:
at: 3 kwietnia 2010 09:28 pisze...

a bo to, że raz napisane (nawet idealnie) to niekiedy za mało :-)
ja tam lubię przypomniać samej sobie nieustannie o pewnych rzeczach :-)

Beata says:
at: 3 kwietnia 2010 20:53 pisze...

wszystkiego dobrego! przebudzenia to ja bym chciała samodzielnego:) broń Boże, wodnego:)

Prześlij komentarz

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.