Content

poniedziałek, 1 lutego 2010

bo najbardziej liczy się....


tak przymierzałam się od pewnego czasu i przymierzałam do tego wpisu: oto i on.

myślę, że chciałam odczekać, aż po prostu emocje i zawirowania opadną ;-)

a tym razem będzie między innymi: o orkiestrze.
i o tym, że ja jej fanem nie jestem.

myślę, że tutaj odzywa się moja kanoniczność: żeby coś było ważne musi mieć swoją formę i treść.
a orkiestra jak formę ma- to nie ma treści, a jak jest treść- to nie ma formy.
i w żaden sposób z tych czynników pierwszych całości nie umiem poskładać.
ja wiem, że nigdy nie jest tak- że się ma pełne poparcie dla wszystkiego co się robi, że krytyka jest rzeczą ważną, że czasem ci ludzie z boku widzą pewne rzeczy inaczej, a niekiedy dokładniej niż my sami.
jednak jeśli ma się przekonanie co do słuszności swoich działań- krytyką nie merytoryczną nie należy się zupełnie przejmować.
vide: na miejscu jurka zupełnie nie obchodziłoby mnie gdzie i czy w ogóle o wośp napisali by w fakcie.
a jeśli już pozostawiłabym tę kwestię bez komentarza- obrzucanie się wzajemne błotem ( nawet jeśli gdzieś w tle jest szczytna idea) jeszcze nikomu chwały nie przyniosło...

z drugiej zaś strony...

myślę, że największa dobroć dzieje się po cichu i bez blasków fleszy.

myślę sobie też, że dobroć się dzieje bez podziału na wyznania i poglądy.

osobiście skłaniam się ku caritasowi- choćby za wigilijne dzieło pomocy dzieciom:
- bo akcję tę wspólnie przeprowadza caritas (katolicki) i diakonia (ewangelicka) oraz prawosławne eleos.

* * *
w poprzednim poście chwaliłam się soyką.
soyka został zakupiony za puszkowe pieniądze: puszka jest to hasło intencjonalne.
generalnie jest to najczęściej jakiś słoik, do którego zostają wrzucane wszystkie posiadane przeze mnie dwuzłotówki, czasem pięciozłotówki.
raz na jakiś czas następuje komisyjne otwarcie i przeliczenie zawartości, potem jest czas do namysłu co dalej.

generalnie wielkim przyczynkiem do powstania puszki była natenczas onegdaj moja rozmowa z protodiakonem (tym prawosławnym, tym od popa-żony, i od mitrata), który swego czasu oprotestował moją wypowiedź, kiedy powiedziałam, że mój podręcznik do prawa- za całe 30 zeta jest generalnie niezbyt drogą książką.
proto się zburzył, że jakże, że dla niektórych jest to poważna kwota.

otóż i mam świadomość, że ta kwota stanowi konkretną ilość bochenków chleba.
ale też wiem, że można ją przeliczyć na ilość np. gal i viv, czy też powiedzmy piw w knajpie.
i dlategóż - jest to dla mnie przyczynkiem, żeby nie kupować kolorowych gazet, ani gazet w ogóle. ani tym bardziej piwa ;-)

poza tym: gdzieś kiedyś usłyszałam, że statystycznie przeciętny polak wydaje ok. 4 pln na przysłowiowe nic...
więc imho: lepiej niż na nic, te 4 plny ładować do puszki.

przyznaję się, że czasami puszka trafia na jakiś rozrzutny cel- w tym miesiącu trafiło na soykę, jednak częściej trafia w tajemnicze miejsce po wielkiemu cichu...

bo nieustannie podziwiam tych, którzy właśnie swą pracą, swoim działaniem i troską obejmują tych, którzy pomocy potrzebują.
i nie dzielą ich na kolor skóry, poglądy polityczne, czy wyznanie.
bo podziwiam tych, których praca wynika z miłości do drugiego człowieka, i na taką miłość się składa.

bo najbardziej liczy się kolor serca- ile pięknych barw, mieszka w nim...
(zaskakująco, ale zapachniało majką jeżowską ;-)

3 komentarze :

Cichy says:
at: 1 lutego 2010 12:18 pisze...

U nas odpowiednikiem puszki jest owca. Może kiedyś do niej napiszę. Trafiają do niej wszystkie dwuzłotówki, jakie trafią w nasze ręce. I z tego zbierają się dosyć pokaźne kwoty...

Verónica says:
at: 1 lutego 2010 12:21 pisze...

dokładnie!
u mnie czasami trafiają 5 złotówki (w okresach prosperity ;-)
ale też dlatego, żeby nie wyglądało to dziwnie, jak idę do banku i wysypuję na ladę reklamówkę dwuzłotówek ;-)

Cichy says:
at: 2 lutego 2010 16:07 pisze...

My tymi dwójkami płacimy w sklepie, więc wszyscy się cieszą - bo na pytanie o drobne możemy dać taką odpowiedź:)

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.