Content

wtorek, 4 sierpnia 2009

gdy chcemy



co jakiś czas wracam do pytania- o modlitwę. o naukę modlitwy, o przedmiot, treści...
o drogę, o wolę, o znak.

o co modlić się trzeba? o które z naszych pragnień wznosić błagania,
a które powierzyć zamysłom Najwyższego.

jest to temat niezliczonych dyskusji, niezliczonych rozmów, myśli, a nawet lektur.

co jakiś czas- staram się zmierzyć z lekturą gołubiewa
i jego podpowiedzi co wtedy gdy chcemy się modlić...
jednak, zbyt często po kilku rozdziałach- odkładam książkę na bok.

zawsze byłam zdania, że najlepiej i najrozsądniej byłoby się uczyć na błędach innych,
nie wiem, czemu akurat w tej kwestii- w temacie modlitwy-
chcę od początku do końca pójść swoją drogą,
przeżyć swoje zranienia, dotknięcia, upadki- by dojść do olśnienia światłem.

pisma stanowią jasno- że wiele może modlitwa sprawiedliwego.
tylko, że ja się nie uważam za sprawiedliwą.
zbyt mocno czasem zachwycam się ślepą temidą, i chętnie dorzuciłabym to i owo,
aby przechylić szalę na jedną ze stron...

ostatnio- zamyślenie o modlitwie w świetle zderzenia się różnych religii, różnych duchowości.
oczywiście- przed szereg wyrwał się d. ze swoimi opiniami- że modlić się można zawsze i o wszystko.
w odpowiedzi ja zapytałam- ale kiedy kończy się wola ludzka, a wola boża.
kiedy należy własne wyobrażenie tego, co chcemy dostać odłożyć na bok,
i przyjąć to- co podsuwa nam bóg.
i skoro tak ten d. może o wszystko- to dlaczego o najważniejsze dla siebie rzeczy nie poprosił...
gdzieś tam w tle pozostaje jeszcze kwestia pana fiddleheada -
bo czy można prosić o coś- kosztem innym. o ten miód borysa agaty, o ich wspólną niedzielę.

a nawet bach podpisywał swoje utwory - sdg. soli deo gloria.
bogu jedynemu chwała. tylko bogu chwała.

* * *
niech każdy krok mój,
każda moja myśl, każdy mój czyn
- będzie modlitwą...

0 komentarze :

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.