Content

środa, 8 czerwca 2011

uprzejmie

i proszę państwa,
uprzejmie donoszę tym, którzy zaniepokoili się tym wpisem, że naprawdę ze mną jest jeszcze całkiem dobrze ;-)

daleka jestem od stateczności i pełnej stagnacji- choćby dzięki kidultowym pozostałościom,
i dzielnym indianinkom ;-) howk!

nie, nie będę teraz pisać o tym jak minimalistycznie urządzać pranie ciuchów,
czy jakie zen jest potrzebne przy kupnie mydła.
lubię po prostu słuchać (od czasu do czasu) rad innych, choćby to była cudza teściowa ;-)

minimalizm jest dla mnie sprawą wielopłaszczyznową- wielosferową.
dla mnie na swój sposób - wiąże się z eko podejściem do życia.
eko- jako ekologicznym i eko jako ekonomicznym.
i daleko mi jeszcze do ekstremum- gdzie:
eko(logiczna) chemia i kosmetyki: +252 proc.
a mimo tego zachwalam pranie w proszku dziecięcym- bo jest bardziej eko.
ekologiczny, oraz także i ekonomiczny.
bo na dobrą sprawę: kupując normalny proszek + płyn do płukania, płacimy więcej niż np. za sam dziecięcy proszek.

bo choć minimalizm to upraszczanie życia,
to jednocześnie - ubogacanie.
bo mniej znaczy więcej


i tak naprawdę- wypełnianie przyjemnościami- tej wolnej przestrzeni.
teraz mam miejsce na każdy zapach, obraz, dźwięk.

choćby - nareszcie- mam czas i miejsce na pochylenie się nad rzeczami,
które kiedyś nieustająco odkładałam na zaś.
na później, na kiedyś tam- rzeczy, które wydawało mi się, że są w sferze nieosiągalnych marzeń i planów.

a teraz: po zmianie punktu widzenia i siedzenia: okazuje się, że są na wyciągnięcie ręki.

i tak na przykład: na dniach - otrzymam album z ilustracjami cicely mary baker.

a który mieć chciałam i chcę- od wielu lat, tylko ciągle odkładałam na dalszą przyszłość, bo wiedziałam, że podówczas nie mogłabym się zaangażować w pewne hobby tak mocno, jakbym tego chciała.
a teraz proszę: minimalizm i zen- sprawiło, że mam miejsce na długo wyczekiwane przyjemności.

* * *
dodatkowo, w ramach super extra bombiastej niespodzianki, dostałam dzisiaj to:
prosto z uk.
na dodatek od mamy D. (naprawdę, niektóre teściowe są odjazdowe!)
zwłaszcza, teściowa żony J. ;-)

2 komentarze :

Biurowa says:
at: 8 czerwca 2011 21:41 pisze...

Cudze teściowe są zawsze fajne :D Podkreślam: cudze...
A poza tym chyba wszystko w porządku, choć mnmlzm daje do myślenia, nie?

Verónica says:
at: 9 czerwca 2011 11:06 pisze...

to oczywista oczywistość, że CUDZE teściowe są super ;-)

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.