Content

poniedziałek, 1 marca 2010

52 książki


podsumowanie lutego:

luty 2010

1. hugh laurie,sprzedawca broni,412,
w klimacie wczesnego chandlera. raymonda chandlera.
laurie próbuje swojej ironii w wersji słowa pisemnego i zdecydowanie mu to nie wychodzi.
jeszcze jak się go porówna z hałsem, który ma zawsze w zanadrzy jakiś PLAN...
to widać, że laurie jako pisarz planu ani pomysłu nie ma. odradzam.

2. ahern cecelia,ps kocham cię,456,
zainspirowana jakimś walentynkowym zestawieniem książek reumatycznych na wp.
lekkie, miłe i przyjemne - mimo, że podobno jest to jedna z najsmutniejszych love story.
jak dla mnie: typowe babskie czytadło na wolne popołudnie.

3. cabot meg,kiedy piorun uderza,206,
kolejna seria autorki pamiętnika księżniczki.
i jak pamiętnik był zabawny, to ta seria jest nijaka.
znaczy się jest dziewczyna, w którą uderza piorun i od tej chwili ma MOC odnajdywania zaginionych dzieci. i jest wredny i paskudny rząd usa, okropni agenci efbiaj.
i dziewczyna ucieka z jednostki wojskowej bo grupa wsiowych motocyklistów wyłamuje płot i wysadza helikopter. na szczęście: czyta się w godzinę.

4. cabot meg,kryptonim kassandra,205,
znowu mocna i uderzona dziewczyna: przygód ciąg dalszy.
nowe zaginione dzieci, dalej ci sami paskudni agenci efbiaj.
tym razem: scenerią nie jest jednostka wojskowa, a obóz muzyczny.
jedyny plus: bohaterka nauczyła się w końcu czytać nuty.

5. deaver jeffery,panieński grób,424,
deaver w zupełnie innej konwencji: bo bez lincolna. rzecz uznawana za jedną z najlepszych powieści w jego dorobku.
i naprawdę do ostatniej strony dobra jest. jest i suspens, jest i dramat,
a wszystko wokół porwania autobusu z niesłyszącymi uczennicami lokalnej szkoły.

6. sun tzu,sztuka wojny,312,
jednym słowem: warto.
zaskakująca lektura, acz niezwykła- co widać, że zatrzymałam się przy niej na dłużej i poświęciłam sun tzu więcej uwagi i wpisów.

7. pratchett,kolor magii,202,
moje pierwsze spotkanie z pratchettem, dwukwiatem i rincewindem.
długo by opowiadać: ale spotkanie bardzo pozytywne. polecam.

suma stron:2217

całość: 4038

8 komentarze :

slawkas says:
at: 1 marca 2010 21:06 pisze...

Idziesz jak burza :) I to wcale nie nie jest "Kajko i Kokosz, szranki i konkury", 57 :)

Verónica says:
at: 1 marca 2010 21:17 pisze...

nie lubię kajko i kokosza.
za to sun tzu mnie zaskoczył ;-) połknęłam go w jedna noc.

Cichy says:
at: 1 marca 2010 23:37 pisze...

Jak można nie lubić komiksów Christy? Chyba, że nie lubisz Kajka i Kokosza, ale Kajtek i Koko już są dla Ciebie OK:)

Kolego S., "Szranki i konkury" miażdżą, to tam był rycerz Wit, prawda?

Sun Tzu, nawet z komentarzem (a pewnie taką wersję miałaś, bo innych w Polsce nie sprzedają) to jest lektura do pochłonięcia raz - dwa. Ale jako książka - świetne:) Od kilku lat stoi na mojej półce, teraz dołączył do niego "Książę" (w planach do przeczytania), a potem dokupię "O wojnie". I będę miał biblioteczkę biznesmena:)

Pytania - czy Laurie pisze tak, jak gra? Albo tak, jak wygląda (ale z okresu House'a, a nie Friends czy Czarnej Żmii)? I jak znajdujesz Świat Dysku?

Migi says:
at: 2 marca 2010 08:33 pisze...

O żesz!!! Jakżeż zazdroszczę!!!!!!!!!!!!!!!

Verónica says:
at: 2 marca 2010 09:04 pisze...

@sławkas i cichy: NIE lubię ani kajka, ani kokosza, ani koko.
rycerz wit nic mi nie mówi- i chyba nie chcę wiedzieć nic więcej.
a wbrew pozorom lubię komiksy.

otóż: hugh po części pisze jak house.
ale tylko w fragmentach ironicznych i ocierających się o house'owy sarkazm jest jak house w szczycie formy.
w pozostałych miejscach stylizuje się na wczesnego chandlera (plus mały mix ludluma i forsytha) co niestety nie najlepiej mu wychodzi.
całość nużąca. gdyby nie to, że to był hugh, pewnie w pewnym momencie wylądował by w kącie...

Verónica says:
at: 2 marca 2010 09:06 pisze...

@migi jak widać wdrażam się w pratchetta.

o świecie dysku słyszałam, słyszałam i o jeźdzcach- wszak jakub co jakiś czas podsuwał mi przykłady humory terrego, które mnię się podobały.
ale jednak zakładałam,że to fantastyka, więc intencjonalnie musi być ble.

w kolor magii (w końcu) się wciągnęłam, a od wczoraj już mam przeczytane 20,64% blasku fantastycznego... :-)

Cichy says:
at: 2 marca 2010 10:35 pisze...

Czyli nie lubisz Christy. No cóż, ponoć nikt nie jest idealny i nawet ja mam jakieś wady:)

No to Hugh może gdzieś się pojawi u mnie, jak natrafię - to przeczytam.
A z Terrego to polecam "Dobry omen", jeśli chcesz wyjść z klimatów fantastycznych, a pozostać w temacie parodii:)

Rosemary says:
at: 2 marca 2010 20:45 pisze...

No, to mi wjechałaś na ambicję. Ostatnio czytanie mi nie idzie zupełnie. Nie wiem co się stało, ale totalnie nie mogę się skupić. Może wiosną Cię dogonię:)

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.