Content

poniedziałek, 19 października 2009

bękarty wojny i tarantino

z pewną taką nieśmiałością wybrałam się na „bękarty”.
z jednej strony- tarantino,
z drugiej np. brad pitt- do którego mam uraz po benjaminie buttonie.

a jednak marzył mi się jakiś film- zapierający dech w piersiach, zadziwiający obrazami, postaciami, muzyką.
w natłoku różnych filmów, które obejrzałam w ostatnim czasie- zamarzył mi się film, który zapamiętam na dłużej, który zachwyci, który opowie jakąś historię w sposób osobisty.
i takie są bękarty.
zachwycające od pierwszych ujęć, od pierwszych tonów muzyki (ennio morricone)
gdy slyszymy dla elizy, ale w ten znany motyw wpleciono nowe dźwięki, od pierwszej chwili już wiemy, że tarantino opowie nam tę historię na zupełnie subiektywny sposób
przepiękna sceneria francuskiej prowincji, szklanka mleka na stole,
zabłąkana gdzieś w tym wszystkim mucha.
i niesamowita chwila- kiedy odkrywamy tajemnicę, jaka kryje się
w blasku oczu osób ukrytych pod podłogą….
film zadziwia na każdym kroku- i chociaż na początku miałam zamiar przyczepić się
do tego, że jest historycznie nieprawdziwy- dochodzę do wniosku-
że nie mogę. bo zamysłem filmu nie jest opowieść o wojnie, nie jest historyczna relacja, ale opowieść o wojnie oczami tarnatino.
dlatego wiele rzeczy jest możliwych. realny staje się brad pitt (zachwycający w swojej roli- porucznika aldo raine’a) z tym genialnym akcentem.
tarantino sprawia, że wierzymy, iż historia oddziału bękartów mogła się naprawdę wydarzyć, na ekranie staje się czymś prawdziwym.
tak jak prawdziwy – jest i obraz hitlera- choć moim zdaniem chwilami przerysowany.
ale wg mnie- prawdziwe niemcy, prawdziwą wiarę w niezniszczalność rzeszy- obrazuje frederick zoller.
jednymi z najpiękniejszych scen- jest dla mnie scena w kinie z emanuelle, także scena z płk hansem landą i bridget von hammersmark – oczywiście scena z butem.
i mimo, tego, że bohaterowie robią dokładnie to, czego sobie życzy tarantino- na zawołanie mówią po francusku, niemiecku, a także gdy tego sobie życzy tarantino- po włosku.
i mimo tego, że historia toczy się tak jak sobie życzy tarantino, i nawet wtedy kiedy on sobie życzy- kończy się wojna- to mimo wszystko- temu postrzeganiu zdarzeń, miejsc
i ludzi nie możemy nic zarzucić.

i tak jak porucznik aldo raine- dzierga na czołach niemców swastyki, abu utrwalić historię, aby po wojnie nikt nie wyparł się swoich czynów- tak i taratino sprawia, że historia bękartów zapada nam w pamięci. każdym tonem, dźwiękiem, obrazem. czerwienią sukni emanuelle, blaskiem oczu rodziny dreyfusów, emanuelle malującą na twarzy barwy wojenne, gestem jaki bękarty zamawiają w barze 3 whisky, a nawet krzyżem nad drzwiami
w domu perriera lapadite, smakiem ciastka jedzonym przez hansa landę…
bo cały film to właśnie barwy jakimi widzi wojnę taratino.

1 komentarze :

Cichy says:
at: 19 października 2009 11:40 pisze...

Nic dodać, nic ująć. To jest wojna stworzona przez pana Q. i nie można z tą wizją dyskutować. Przykładanie wagi do tych wszystkich detali, które wymieniłaś, świetna gra aktorska, poczucie humoru (nie robimy w biznesie jeńcobiorczym, tylko nazibójczym - i ten interes kwitnie) - to wszystko znamy z poprzednich filmów QT, ale tu...tak jak pisałem u siebie: ostatnie słowa filmu, wypowiedziane przez Pitta, są jednocześnie słowami Tarantino. Arcydzieło.

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.