Content

czwartek, 13 sierpnia 2015

we've got magic to do!


kiedy mniej więcej miesiąc temu pisałam TEN wpis, nie dało się ukryć, że dopadło mnie ogólne zmęczenie materiału.
no i może trochę też zniechęcenie- bo niby to miało być tak wygodnie z mniejszą ilością rzeczy, i w ogóle miał być luz blues i prawie drinki z palemką.
jednak- co jakiś czas dopadało mnie uczucie i przekonanie, że coś robię nie tak.

szukałam rad i wskazówek w wielu miejscach, uważnie wsłuchując się w głos ludzi.
wiem, trochę może niesprawiedliwie przekreśliłam w poprzednim wpisie sztuki loreau, bo jednak trochę się z nich nauczyłam, ale...

ale ciągle nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca.

generalnie z zasady jestem dość porządną osoba, dość apodyktyczną ;-) miejscami pedantyczną,
a jednak- cały czas znajdowałam miejsca, które wymagały zmian i poprawy. albo nieustającej pracy nad nimi.

ujmę to tak- jak jeszcze chodziłam do szkoły- obowiązek zmieniania w szkole butów uważałam za element presji
i ciemiężenia uczniów ;-) i trochę to trwało, zanim zrozumiałam, że to wcale nie jest takie niemądre.
obecnie nie wyobrażam sobie tego, że np. w pracy miałabym nie zmieniać butów, tylko np. cały dzień chodzić
w zimowych buciorach, no zdecydowanie nie.
są też czynności domowe, do których nie mam szczególnego nabożeństwa, nadal ich nie lubię, ale nauczyłam się,
że lepiej te nielubiane odfajkowac i mieć z głowy, zamiast się męczyć ciągle myśleniem o tym, że to i tamto muszę zrobić. działanie niekiedy zabiera mniej czasu niż myślenie ;-)

bdajże w sztuce sprzątania loreau było o tym, żeby codziennie sprzątać po kawałku, zamiast porywać się potem na sprzątanie całościowe.
loreau w tym celu radziła wcześniejsze wstawanie. no ekhm, ekhm. nie żebym była nie wiadomo jakim dopołudniowym spaczem, ale poranne wstawanie mam zarezerwowane odpowiednio kilka razy w tygodniu na basen, w inne dni na czytanie, i tutaj już nie było miejsca na dodatkowe wydziwianie.

przyznaję, że już nawet myślałam, że ta moja skromniacka- zawartość szafy to i tak jest za dużo, co jakiś czas siadałam przed półkami i urządzałam rozkminę, co tu może być jeszcze nadmiarem, ale zazwyczaj dochodziłam do wniosku, że tak jak jest- jest właśnie dobrze.
no, ilościowo jest idealnie, ale nadal marzyło mi się bliżej nieokreślone COŚ.
czasami wpadała mi już nawet do głowy myśl, że może mi się tylko wydaje, że jestem poukładana - bo mimo tego,
że odkładałam wszystko na miejsce, spódnice równo wieszałam w szafie, itd- samego sprzątania mi nie ubywało.
niby wiem, że to nie jest tak, że posprzątam i przez pół roku jest spokój ;-) ale nadal brakowało mi skutecznej metody na ogarnięcie całości.

jakiejś odpowiedzi na te dramaty pytań egzystoncjalnych szukałam w książkach- choćby w uporządkuj swoje życie.
- rzezcz całkiem fajna i przyjemna- ale dobra dla tych, którzy dopiero przymierzają się do ograniczenia ilości przedmiotów, rzeczy w swoim życiu.

i tak - z pewną taką nieśmiałością- sięgnęłam po magię sprzątania.
przyznaję- przeczytałam najpierw udostępniony fragment na publio, który zupełnie mnie nie zachwycił.


pomyślałam sobie, że iii tam, kolejna książka w stylu sztuki sprzątania, kolejne jakieś typowo japońskie wydziwianie nad przedmiotami.
no bo kto normalny wieczorem, po całym dniu pracy- dziękuje butom, czy torebce, za to, że mu dobrze służyły?

i trwałabym w tym przekonaniu- gdyby nie przeczytany u ryfki ( z szafy sztywniary) komenetarz, że oprócz tych wydziwiań nad przedmiotami autorka prezentuje metodę- technikę układania rzeczy.
i okazało się, że ta metoda- w moim przypadku- to po prostu czysta magia i CZARY.

tu przykład szuflady przed zastosowaniem metody konmarie i po zastosowaniu tej metody.
prawda, że różnicę widać od razu? ;-)

***
a co konmari wyczarowała u mnie, opowiem przy najbliższej okazji.
ciąg dalszy NA PEWNO nastąpi.

2 komentarze :

Biurowa says:
at: 14 sierpnia 2015 18:04 pisze...

Ojej, ojej, to twoja szuflada? Super, super. Jednak nie ma to zastosowania u mnie, bo nie posiadam żadnej szuflady, a jednie pudełka z Ikei z przegródkami na bieliznę i paski.

Poza tm chętnie zaopiekuję się "Sztuką prostoty" Loreau, gdybyś straciła do niej serce. Swoją pożyczyłam kiedyś koleżance i straciłam z nią kontakt... :(

Biurowa says:
at: 14 sierpnia 2015 18:05 pisze...

aha, i kocham zdjęcia typu "przed" i "po" :)

Prześlij komentarz

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.