Content

środa, 18 lutego 2015

pokuszenie


silna wola jest takim organem, co nie ćwiczony zanika.
nie jest z nią tak- jak z jazdą na rowerze, której się nigdy nie zapomina.
jest trochę takim narzędziem, które długo nie używane- pokrywa się kurzem, i gdy po jakimś czasie wyciągamy je
z dna szafy przez chwilę musimy sobie przypominać jak je użyć właściwie ;-)

odkryłam to zupełnie przypadkiem- kiedy ostatnio usiadłam przy zamówieniu w online'owym spożywczaku.
wiadomo- #3piętrobezwindy się kłania ;-)
i jak w przypadku weekendów, kiedy wiem, że przez mieszkanie przewinie się tabun gości itd, i trzeba mieć trochę rzeczy wstępnie rozplanowanych,
to jednak- w przypadku "zwykłych" weekendów, kiedy wiem, że w danym momencie nie musi przyjechać karton kartonów mleka, czy kilka zgrzewek wody mineralnej, to wracam powoli do zwykłych sklepów osiedlowych.
bo inaczej- kiedy wiadomo, że się nie będzie musiało samemu tych wszystkich zakupów targać, to mimowolnie klikam o torebkę lub dwie ryżu więcej, klikam pudełko lodów (pistacjowych z zielonej budki), jakoś tak- mimowolnie, mimo wszystko- klikam więcej.
i argumentem "za" nie może być to, że w tym domu ryż "zejdzie" w każdej ilości, i że się nie zepsuje ;-)

czasami też takim złudnym narzędziem jest skarbonka,
bo zdarza mi się ulec jakiejś zachciance, bo z tyłu głowy mam myśl, że "iii tam, w końcu mam jakiś skarbonkowy zapas".
z drugiej zaś strony- posiadanie skarbonki nie oznacza jednocześnie tego, że komisyjnie raz do roku "muszę" dokonać jakiegoś drogiego zakupu.
jeśli mam tylko możliwość- to staram się mimo wszystko unikać jakichś jednorazowych drogich zakupów - skarbonka jest dla mnie specyficznym gwarantem, że coś mogę, ale niekoniecznie muszę.

cały czas oduczam się mojego nawyku kupowania basicowych tshirtów, bo jak nie ulegam rzeczom w cekiny i cętki,
to uniwersalność basiców w połączeniu z promocją czy wyprzedażą- nadal potrafi złamać moją silną wolę.
rozwiązaniem nie jest unikanie jakichkolwiek sklepów, czy galerii, oraz planowanie tras spacerowych w miejsca bardzo odległe takim galeriom, bo w ten sposób unikamy ćwiczenia siebie, ale daleka jestem od popadania
w skrajność i nieustanne zagryzanie pazurów, żeby tylko nie poddać się pokusie.

ostatnio też w efekcie różnych zdarzeń, dowiedziałam się, że jestem okropną osobą :-), bo dla mnie (podobno) jest okropnie trudno wybrać coś na prezent.
i to nie dlatego, że nic nie chcę, ale dlatego, że zazwyczaj nic nie potrzebuję. chcieć to sobie mogę wiele
- ale totalnie pomijając kwestie finansowe, od chcenia do potrzeby daleka droga.
np. co jakiś czas przypomina mi się, że kiedyś chciałam mieć okularki pływackie ze szkłami korekcyjnymi, bo to przecież fajna rzecz. i tak sobie raz na jakiś czas przypominam, że kiedyś takich okularków mi się chciało, po czym przechodzę nad tym do porządku dziennego, bo choć nie kosztują one jakoś wiele, to totalnie nie umiem sobie wyobrazić tego, że są mi aż tak niezbędne, że muszę je kupić.
chcę sobie czasem różnych rzeczy, ale zupełnie nie przechodzę do kolejnego kroku jakim jest posiadanie.

czasami jest z kolei tak...
no dobrze, wiem, że jeszcze niedawno twierdziłam, że zakup tabletu nie jest na mojej liście celów.
i jeszcze niedawno mówiłam, że nie czuję się zupełnie targetem, nie czuję się tabletową grupą docelową.
i totalnie zupełnie nie ruszał mnie fakt ( i nadal nie rusza), że akurat w moim otoczeniu pracowym i w dużej mierze prywatnym większość osób jest na różne sposoby tabletowo zaopatrzona. nadal w kwestii "chcenia" tablet punktuję na 3-4 może 4-5 w skali od 1 do 10 na liście moich potrzeb.
ale to nie jest tak, że musiałam się zmusić do posiadania tabletu, w tym wypadku przeważyły względy praktyczne.
prywatnie- umiem wyłączyć telefon, umiem wyłączyć różne rzeczy i po prostu prywatnie sobie spędzać czas.
jednak pracowo-w jakiś sposób muszę być dostępna i w gotowości- zwłaszcza w perspektywie planów różnych rozjazdów, a nie ukrywajmy, że taki tablet zajmuje znacznie mniej miejsca niż laptop.
w sumie też trochę z tego powodu (średniej musthave'wowości tabletu)- mimo wszystko zdecydowałam się na wersję w ratach 0%, bo skarbonka jest mi takim gwarantem, że w razie konieczności zdefrauduję zawartość i spłacę resztę kwoty, a póki co- na spokojnie sobie płacę co miesiąc.


* * *new toy in da house: lenovo a3500 a7-50 3g

1 komentarze :

My Slow Nice Life says:
at: 18 lutego 2015 19:02 pisze...

Najgorsze, że właśnie pracowo trzeba być dostępnym. Chociaż teoretycznie to nie. A naprawdę tak.

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.