Content

wtorek, 18 stycznia 2011

liar!



chłopaki się dietują.

a ja odkryłam, że bardzo dobrym ćwiczeniem jest przeprowadzka,
zwłaszcza na trzecie piętro bez windy.
kilka-naście kursów tam i z powrotem z pełnym obciążeniem,
jest lepsze niż jakikolwiek rowerek...
jeszcze "czuję" moje biedne nogi ;-)

i tak mi się przypomniała pewna historia.
swego czasu znałam m., która posiadała różne dziwne rzeczy. w tym wagę łazienkową.
w wadze jako takiej nie ma nic wyjątkowego.
ALE ta waga, którą posiadała m. miała dodatkową funkcję: waga podawała GŁOŚNO stan ważącej się osoby.
dodam, że należało jeszcze wagę uruchomić umiejętnie, bo inaczej STAN ogłaszała tak głośno, że spokojnie było ją słychać w drugim pokoju....

przed wszystkimi spotkaniami towarzyskimi u M., wagę wyciągaliśmy
z kąta, i tak stawialiśmy dyplomatycznie z boku.

i absolutnie zawsze trafił się ktoś, kto korzystając z uroków toalety,
a nie wiedząc o właściwościach wagi, radośnie próbował się na niej zważyć :D
wtedy to waga z wielkim krzykiem obwieszczała stan,
a osoba wychodziła spłoniona, przerażona, i mająca nadzieję, że siedząc
w drugim pokoju NIC nie słyszeliśmy.

otóż: rozwieję co po niektóre wątpliwości.
słyszeliśmy ;-)
ba, nawet wiedząc, że ktoś jest w naszym gronie "świeżynką", to nawet specjalnie ściszaliśmy głosy w trakcie rozmów, aby dokładnie usłyszeć wskazania wagi ;-)

9 komentarze :

Panna Lemoniada says:
at: 18 stycznia 2011 11:11 pisze...

Ty bestyjo wredna!:D choc nie powiem pomysł z waga na imprezie - zarabisty!:D

Patrycja Antonina says:
at: 18 stycznia 2011 11:44 pisze...

Jakie wredoty :D Taką wagą, takie podejście ludzi, no proszę... Muszę przestać się u znajomych ważyć... PROFILAKTYCZNIE!

Beata says:
at: 18 stycznia 2011 12:55 pisze...

łobuzy, nigdy nie przyjde do Ciebie:)

Fermina says:
at: 18 stycznia 2011 16:47 pisze...

kurde, taka waga to dla mnie byłaby stworzona :D

taktyczny says:
at: 18 stycznia 2011 20:27 pisze...

Uśmiałem się. Ty masz historię na każdą okazję :)
PS. No i w*.com nie działa jeszcze... W sensie adresu.

Ajka says:
at: 18 stycznia 2011 20:50 pisze...

hehe, dobre, bardzo praktyczny wynalazek :) A Garfield jak zwykle najbardziej ukochany na świecie.
BTW, kota Simona znasz, oczywiście?

Verónica says:
at: 19 stycznia 2011 09:19 pisze...

taktyczny, daj mi chwilę czasu. i tak sukcesem dla mła jest to, że b,log tak działa tutaj pięknie.

mam masę róznych rewelacyjnych historii ;-)

@ajka
oczywiście, że znam kota simona.

Ajka says:
at: 19 stycznia 2011 17:52 pisze...

To mnie uspokaja :)

Mijka says:
at: 22 stycznia 2011 00:24 pisze...

:)))))

paskudna ta waga!!!!

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.