Content

czwartek, 4 marca 2010

no dopsz...o słabej silnej woli

no dopsz...
dzisiaj znowu będzie o różnościach.

cały czas zastanawiam się, co najlepiej opisałoby mój stajl.
i wychodzi mi, że jest to klasyczny casual.

bo ja po prostu muszę mieć rzeczy, które bez namysłu mogę wrzucić na siebie w ciągu 5 minut, i to wszystko musi mieć ręce i nogi.
albo tysiąc nóg i krzywe oko- jak pewna skrzynia z myślącej gruszy, której zawartość pachnie lawendą.
moja szafa pachnie zazwyczaj konwalią, nie ma krzywego oka, a czasami, jak mam fantazję, to pachnie mi bzem. (bo nota bene zapach bzu uwielbiam)

otóż ja mam bardzo słabą silną wolę.
czasami mi się udaje trwać w decyzjach i postanowieniach, innym razem łamię się już przy drobnym nacisku i sugestii.

w kwestii secondhandów: jak już wspomniałam wcześniej, był czas, że esha były dla mnie idealnym miejscem zamiast nudnego wykładu.
ale esha są dla mnie siedliskiem zła, ZUA, i wszelkich negatywnych wibracji.
bo jak jeszcze nie miewam problemu przy NIE kupowaniu rzeczy w sklepie, to jak czasami coś spotykałam fajnego w SH, to najczęściej się łamałam.

bo w sumie, nie jest trudne nie kupić sobie czegoś za straszne pieniądze, sztuką jest nie kupić sobie czegoś za 4 pln, zwłaszcza, jeśli się zdarza, że jest to cóś, z funkiel nówkami metkami, albo co...
no czasami muszę, inaczej się uduszę ;-)

z drugiej zaś strony: bardziej niż w nie-kupowaniu nowych rzeczy chciałabym mieć więcej silnej woli w oddawaniu/wyrzucaniu starych...
no bo fakt, że układam rzeczy pod kolor, ale np. teraz w niej wiszą rzeczy zimowo/ wiosenne.
i z zimowych wiszą 2 kiecki, i z wiosennych wstępnie też ze dwie.
a to razi moje mimo wszystko zamiłowanie do minimalizmu....
bo wystarczy, że się policzy- tu dwie kiecki, tam dwie, tu żakiet a tam szalik...
to niestety mnie samą ta ilość przeraża....

* * *
spodnie tradycyjnie kaloryfer, ok 15 pln.
pierdzionek- ostatnio mój ever green, parfois
sweter, nie pamiętam

A! ale oparłam się pokusie kupienia kaloszków. nawet żółtych!
i jestem z siebie dumna,
choć dla odmiany dzisiaj przybyły za pomocą kuriera- biurowo-szafencjowe saszki ;-)

poza tym: generalnie zdarza się, że mój stajl i ałtfit ewoluuje.
ulega przewartościowaniu.
ostatnio np. doszłam do wniosku, że od teraz zacznę w wojasach chodzić tylko w zestawieniu ze spodniami, z kieckami będę zestawiać saszki, albo zwykłe półbuty...

2 komentarze :

Biurowa says:
at: 4 marca 2010 12:11 pisze...

Cieszę się, że saszki, które zalegały w mojej szafencji od jakiegoś roku, bo nie miałam na nie pomysłu, znalazły szczęśliwego nowego właściciela :D
Oj, jak ja rozumiem niemanie silnej woli...

Patrycja Antonina says:
at: 4 marca 2010 15:10 pisze...

Fajną sprawą są wymiany: na szafie, na mojeciuchy.pl na wizazu :) wtedy wymieniasz stare na inne stare i bardziej potrzebne

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.