Content

wtorek, 9 czerwca 2009

rozmowa niedokończona


kiedyś bardzo lubiłam literaturę faktu.
jakby nie patrzeć poniekąd wychowałam się na wołoszańskim,
aczkolwiek nie podzielałam jego zamiłowania do spiskowych teorii dziejów.

kiedyś tam przebrnęłam przez medaliony,
przez kamienie, kolumbów i całą resztę.

myślę, że to chyba był nieodpowiedni czas na tamte lektury,
a może brakowało do nich odpowiedniego komentarza.
bo gdzieś tak jakoś po drodze człowiek gubił tę wiedzę,
że to przecież opowieść o prawdziwych zdarzeniach,
prawdziwych losach, prawdziwych ludziach.
chyba tak dopiero oczy otworzyły mi się (szeroko ;-)
przy kolejnej lekturze ziela na kraterze,
i wspomnienia tego studniówkowego poloneza krysi.

a najbardziej się bałam czytając "psychologa w obozie koncentracyjnym" frankla.
nie ukrywam, że zawsze najbardziej bałam się bólu.
nie ciemności, nie pająków czy innych rzeczy- ale bólu.
a frankl tak ubrał opowieść w słowa, że człowiek stawał się jej naocznym świadkiem.

a sądzę, że jest to najtrudniejsza nauka w życiu- być świadkiem bólu i cierpienia.
i takiego niczym nie ograniczonego smutku i tragedii.
sądzę, że każdy z nas wie, że gdzieś kiedyś tam- i przyjdzie na niego taka pora,
taka lekcja, lecz czemuż martwić się na zapas?
pewne troski chcę odłożyć na później.

i tak wystarczająco- przejmujące bywają historie, które są tylko jakimś cieniem rzeczywistości, a nie jej dokładnym obrazem.
wystarczająco przejmująca była dla mnie lektura
"lektora-zaklinacza słów" bernarda schlinka
i co jakiś czas powracam do niej myślami- i zastanawiam się- dlaczego michael
nie napisał do hanny choć kilku słów, choć tyle jej powiedział.

i tak zastanawiam się- kiedy bardziej zacznę się przejmować właśnie
tymi słowami powiedzianymi- a nie tymi przeczytanymi.

chociaż- powiedziałabym teraz- napisz do mnie czasami...

0 komentarze :

Publikowanie komentarza

Blog Archive

O mnie

Moje zdjęcie
po prostu: blondynka. wierzy, że zihuatanejo istnieje naprawdę. wierny wyznawca moleskine'a.